Paradoksalnie Ewę Kopacz i Beatę Szydło sporo łączyło – dość luźno podchodziły do pytań dziennikarzy. Prezentowały programy swych partii, zamiast odpowiadać na pytania. Usiłowały przekonywać swoich wyborców, a nie prowadziły realnej dyskusji o Polsce.
Beata Szydło była lepsza wizerunkowo – patrzyła odważnie wprost do kamery, pewnie mówiła do wyborców. Jednak często zamiast odpowiedzi merytorycznych, np. z czego sfinansuje swoje obietnice wyborcze, powtarzała wciąż te same zapowiedzi PiS. Szydło straciła jednak okazję do tego, by pokazać, że jest samodzielnym politykiem – przekonywała, iż jej partia zawsze miała rację, a na pytanie o błędy z lat 2005–2007 zaczęła krytykować PO.