Jak wynika z danych Kalifornijskiego Departamentu Leśnictwa i Ochrony Przeciwpożarowej, Cal Fire, pożar wybuchł w środę w parku w Chico i szybko rozprzestrzenił się na tereny dzikiej przyrody na północy. Do piątkowego wieczoru objął obszar niemal 97 tys. hektarów i nie udało się go opanować. Pożar w hrabstwie Plumas strawił obszar ponad 1200 ha i - jak informowano w nocy z piątku na sobotę - udało się go opanować 11 proc.
Największy z pożarów zniszczył dotychczas 134 budynki, według Cal Fire. Wprowadzono ewakuację i zamknięto drogi, poinformowało National Interagency Fire Center.
„W ciągu kilku godzin pożar ParkFire rozprzestrzenił się z pożaru na obszarze 400 akrów (161 ha) do pożaru na obszarze ponad 71 000 akrów (niemal 23 tys. ha), pochłaniając wszystko na swojej drodze” – poinformował Cal Fire na platformie społecznościowej X. Obecnie, jak wynika z najnowszych doniesień - płomienie objęły już ponad 64 tys. ha.
Samochód w płomieniach powodem pożaru?
Prokurator okręgowy hrabstwa Butte, Mike Ramsey, poinformował, że w parku Chico doszło do zdarzenia, w wyniku którego samochód stanął w płomieniach i został zepchnięty do wąwozu w parku w Chico. To z kolei doprowadziło do pożaru parku. Media piszą o mężczyźnie — ojcu zaginionej od tygodnia nastolatki z Kalifornii, który miał zepchnąć samochód do wąwozu. Mężczyzna został już - jak wynika z medialnych doniesień - aresztowany pod zarzutem porwania dziecka.
Pożary w Kalifornii to jedne z wielu letnich pożarów lasów na zachodzie kraju i w Kanadzie, w wyniku których do atmosfery przedostają się ogromne kłęby dymu. Satelitarne zdjęcia zanieczyszczeń publikuje też amerykańska agencja NASA.
Niepokojące dane analityczne
Według analizy przeprowadzonej w tym roku przez niezależną organizację informacyjno-badawczą Climate Central, w niektórych częściach Kalifornii, Oregonu i Waszyngtonu pożary zdarzają się dwa razy częściej niż sto lat temu, co ma związek ze zmianami klimatycznymi.