Większość z tych zbrodni została dokonana za pomocą nielegalnych pistoletów i karabinów, kupionych bez problemu na czarnym rynku. Dlaczego ofiary nie miały przy sobie broni do obrony? Bo europejscy prawodawcy uznali, że w takich sytuacjach lepiej liczyć na obronę ze strony policji niż próbować bronić się samemu. 44 europejskie masakry, które umknęły naszym mediom – można było ich uniknąć, gdyby ofiary miały przy sobie broń palną i umiały się nią posługiwać.

Po jednym z moich artykułów w „Rzeczpospolitej”, w którym postulowałem wzmocnienie ochrony miejsc publicznych, publicysta Jacek Żakowski w swojej audycji w Radiu TOK FM, nie dając mi żadnej szansy na wytłumaczenie mojego stanowiska, oświadczył w sposób graniczący ze zwykłym chamstwem: „Zidiocenie musi mieć swoje granice! Nieodpowiedzialność redakcji (sic!) musi mieć swoje granice. Można wzywać do budowania społeczeństwa, w którym będziemy się na co dzień mordowali, zamykali za wysokimi murami. Panie Pawle, niech się pan opamięta. Niech pan się zastanowi, jaką wizję społeczeństwa chce nam pan zaproponować”.

Trudno polemizować z takim językiem. Szkoda, bo szanuję dorobek i wiedzę pana Jacka. Ale przecież sam prowadzi audycje w rozgłośni chronionej jak Fort Knox. Ciekawe, że tego typu apele padają zazwyczaj z ust osób, które często wysyłają swoje dzieci do prywatnych, silnie chronionych szkół.

Żeby nie powielać złych zwyczajów, zapraszam redaktora Żakowskiego do przedstawienia swojego stanowiska na łamach „Rzeczpospolitej”, miesięcznika „Uważam Rze Historia” lub portalu liberfor.com. Nie posiadam monopolu na „jedynie słuszną prawdę” i otwarcie przyjmuję krytykę, jeżeli jest ona logicznie uzasadniona.

Wracając do meritum: w 2017 r. 513 mln mieszkańców Unii Europejskiej posiadało łącznie 79,8 mln sztuk broni palnej. Liczba ta systematycznie rośnie. Czyżby Europę ogarniało „szaleństwo”?

Także polskie statystyki mówią same za siebie. Na 6467 zabójstw popełnionych w latach 2002–2008 od użycia broni palnej zginęły 462 osoby. W tym czasie łącznie wydano od 146 tys. pozwoleń w 2002 r. do 156 tys. pozwoleń w roku 2008. Znamienne, że wraz ze wzrostem wydawania pozwoleń na broń malała liczba zabójstw z tego rodzaju broni. W 2002 r. 111 osób zginęło od pocisku z broni palnej, chociaż wydano 146 tys. pozwoleń. W 2008 r. wraz ze wzrostem liczby pozwoleń o 10 tys. (w stosunku do 2002 r.) liczba zabójstw przy użyciu broni palnej spadła blisko czterokrotnie – do 32.

W latach 2010–2020 dokonano 251 przestępstw z użyciem broni palnej (zabójstwa i usiłowania). W  tym czasie 3368 osób zginęło przy użyciu niebezpiecznego narzędzia. Czy nie należałoby zatem wprowadzić pozwolenia na siekiery, młotki, noże i piły sprzedawane w sklepach ogrodowych? A co z samochodami? W wypadkach samochodowych z winy kierowców zginęło w ostatniej dekadzie ponad 50 tys. osób. To jest dopiero prawdziwe narzedzie zaglady! Może zatem skończyć z tym „idiotyzmem” i zakazać ruchu drogowego?

Mentalność binarna postrzega zakaz jako proste rozwiązanie. Niestety, nie sprawdza się on w świecie rzeczywistym. Jednym z największych europejskich agitatorów postulujących ścisłą kontrolę państwa nad bronią palną był Adolf Hitler, który jako polityk opozycji tylko raz udzielił poparcia demokratycznemu rządowi niemieckiemu w 1928 r. przy uchwalaniu przez Reichstag „Ustawy o broni palnej i amunicji”.

W 1931 r. premier Włoch Benito Mussolini narzucił parlamentowi przyjęcie ustawy zakazującej cywilom posiadania broni palnej. Przemawiając do zdominowanego przez faszystów Senatu, Duce podkreślił: „Ta konfiskata broni, prowadzona z ogromną energią, już daje owocne rezultaty”. To było kłamstwo. To nie rozbrojenie obywateli III Rzeszy i faszystowskich Włoch zmniejszyło skalę przestępstw, ale obsesyjne i nieproporcjonalne do winy orzekanie wyroków śmierci przez niemieckie i włoskie sądy. Oni po prostu wybili większość więźniów kryminalnych.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM