Niemcy i Francja najgłośniej, ale Polska również, biją na alarm, że program „zazielenienia” amerykańskiej gospodarki IRA mocno szkodzi europejskiej gospodarce. Skąd te obawy?
Sytuacja jest o tyle niezręczna, że ten program jest wyrazem gwałtownego zaostrzenia amerykańskiej polityki klimatycznej. Spełniło się to, do czego Unia Europejska namawiała Stany Zjednoczone od lat. O ile więc sam cel trudno UE krytykować, o tyle problem polega na tym, że jego realizacja wiąże się z subsydiowaniem przedsiębiorstw amerykańskich bądź firm działających na terenie USA.
Stosowanie subsydiów dla określonej grupy podmiotów jest generalnie kontrowersyjne, jest narzędziem protekcjonizmu i niesie ryzyko naruszania zasad konkurencji. Nic dziwnego, że budzi poczucie zagrożenia ze strony tych firm, które ich nie dostaną, i ze strony tych krajów, które mogą na tym ucierpieć.
W jakim sensie ucierpieć?
Skoro zapisy ogromnego programu publicznej pomocy, o wartości ok. 370 mld dolarów, są tak skonstruowane, że głównie skorzystać z nich mogą firmy działające na terenie USA, to jest to wyraźna zachęta, także dla europejskich firm, do przenoszenia działalności do Stanów Zjednoczonych. I już pojawiają się zapowiedzi, że niektóre przedsiębiorstwa z UE chcą się tam rzeczywiście przenieść, licząc na lepsze warunki funkcjonowania i hojniejsze subsydia. Takie „zachęty” ze strony największej gospodarki świata to duże wyzwanie dla europejskich krajów, które przecież też biorą udział w grze konkurencyjnej o przyciąganie do sobie najlepszych biznesów. I oczywiście nie chcą tracić swoich czempionów technologicznych, zwłaszcza w obszarze rozwoju zielonej gospodarki.