W przyszłym tygodniu wchodzi w życie CETA (Comprehensive Economic and Trade Agreement – Kompleksowa Umowa Gospodarczo-Handlowa) – porozumienie o wolnym handlu z Kanadą. Zakończyły się już negocjacje podobnych umów z Singapurem i Wietnamem.

Przybywa porozumień

Zawarte zostało polityczne porozumienie z Japonią, a ostateczne ustalenia powinny zapaść do końca roku. Do tego czasu też powinny się zakończyć negocjacje umów z Meksykiem i krajami Mercosur (porozumienie handlowe państw Ameryki Łacińskiej).

Wreszcie Komisja Europejska wystąpiła do Rady Europejskiej, czyli unijnych rządów, o zgodę na rozpoczęcie negocjacji z Australią i Nową Zelandią.

Kolejka chętnych

– W ciągu ostatniego roku partnerzy z całego świata stoją w kolejce do naszych drzwi, żeby zawrzeć z nami umowy handlowe – mówił Jean-Claude Juncker, przewodniczący Komisji Europejskiej.

To nie tylko efekt tego, że Unia jest największym rynkiem świata z 400 milionami konsumentów i najlepszymi warunkami dla inwestycji. Dodatkowo atrakcyjność Wspólnoty zwiększa fakt, że Stany Zjednoczone wykreśliły handel międzynarodowy z listy swoich priorytetów.

I tak wycofanie się Amerykanów z TTP (Trans-Pacific Partnership), czyli partnerstwa z krajami Pacyfiku, zmotywowało Japonię do przyspieszenia negocjacji z Ameryką.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Podobnie pogróżki prezydenta Donalda Trumpa pod adresem porozumienia NAFTA (North American Free Trade Agreement – Północnoamerykańska Strefa Wolnego Handlu) zachęciły Meksyk do finalizowania ciągnących się od lat rozmów z Unią.

Bruksela ma też swoje problemy z wolnym handlem i próbuje im zaradzić. Już zajęła się opracowaniem nowych instrumentów antydumpingowych, wymierzonych głównie w Chiny.

Nowe propozycje

A w czwartek Komisja Europejska przedstawiła dwie nowe propozycje reformy polityki handlowej.

Po pierwsze, składa propozycję utworzenia stałego międzynarodowego trybunału do rozstrzygania sporów między inwestorami i rządami. Do tej pory klauzule w umowach handlowych przewidywały, że ewentualne skargi ze strony inwestorów są rozpatrywane przez powoływanych ad hoc prywatnych arbitrów, często powiązanych z biznesem.

To rodziło podejrzenia o ograniczanie suwerenności rządów.

Ponadto unijny Trybunał Sprawiedliwości rozstrzygnął, że umowy handlowe prawie w całości podlegają wyłącznym kompetencjom Wspólnoty z powodu jednego istotnego elementu: właśnie klauzuli dotyczącej ochrony inwestycji. Ta wymaga dodatkowo ratyfikacji przez wszystkie państwa Unii Europejskiej. Stąd projekt reformy.

Druga propozycja Brukseli to system monitorowania inwestycji zagranicznych. Państwa będą musiały zgłaszać inwestycje z państw trzecich, które mogą mieć znaczenie dla europejskiego interesu.

Na przykład chęć sprzedaży zagranicznemu inwestorowi spółki uczestniczącej w systemie Galileo czy korzystającej z unijnego wsparcia w ramach programu badawczego Horyzont 2020 czy zamierzoną sprzedaż kawałka europejskiej infrastruktury drogowej lub energetycznej.

Jednak Unia nie miałaby prawa zawetować takiej propozycji, mogłaby jednak wskazać na zagrożenie dla europejskiego interesu. To odpowiedź na postulaty niektórych państw UE, przede wszystkim Francji.