Inflacja: za wcześnie, aby ogłosić sukces

Jeszcze przez kilka miesięcy tempo wzrostu cen będzie spójne z celem NBP. Ale wciąż jest za wcześnie, aby odtrąbić sukces w walce z inflacją.

Publikacja: 02.04.2024 04:30

Inflacja: za wcześnie, aby ogłosić sukces

Foto: Bloomberg

W I kwartale wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), główna miara inflacji w Polsce, rósł średnio w tempie 2,8 proc. rok do roku, najwolniej od trzech lat. W samym marcu inflacja wyniosła zaledwie 1,9 proc. rok do roku, najmniej od pięciu lat. Po raz pierwszy od lutego 2021 r. była poniżej celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5 proc. (z tolerancją odchyleń o 1 pkt proc. w każdą stronę).

Dla porównania w lipcu 2023 r., w ostatniej projekcji inflacji, którą Rada Polityki Pieniężnej dysponowała przed obniżkami stóp procentowych we wrześniu i w październiku ub.r., analitycy z NBP oceniali, że w I kwartale br. inflacja będzie wynosiła średnio 6,1 proc. rok do roku, ponad dwa razy więcej niż faktycznie. To duża pomyłka w tak krótkim horyzoncie prognozy. Na pierwszy rzut oka może się więc wydawać, że decydując się na obniżkę głównej stopy NBP przed wyborami o 1 pkt proc., RPP wykazała się lepszym zrozumieniem procesów cenowych niż analitycy z NBP (i większość innych ekonomistów). Dostrzegła, że siły dezinflacyjne – zarówno globalne, jak i krajowe – działają mocniej. Jednocześnie dziwić może to, dlaczego dzisiaj RPP nie triumfuje i nie wykazuje skłonności do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej. A jednak, nawet w świetle aktualnych danych, to dzisiejsza, ostrożna postawa Rady jest właściwa, a łagodne nastawienie z jesieni ub.r. było błędem. Owszem, inflacja jest wyraźnie niższa, niż ktokolwiek oczekiwał jeszcze kilka miesięcy temu, ale wciąż nie można powiedzieć, że jest pod kontrolą.

Przede wszystkim do spadku inflacji w ostatnich miesiącach w największym stopniu przyczyniły się zjawiska, które są poza polem oddziaływania polityki pieniężnej. Poza czynnikami czysto statystycznymi (wysoka baza odniesienia sprzed roku, której wpływ na bieżące dane jest notorycznie trudny do oszacowania) to przede wszystkim trendy na globalnych rynkach surowców. O ile w I kwartale 2023 r., gdy inflacja wyznaczyła szczyt na poziomie 17 proc. rok do roku, nośniki energii drożały o 28,9 proc. rocznie, paliwa do prywatnych środków transportu o niemal 17 proc. rocznie, a żywność i napoje bezalkoholowe o 22,9 proc. rocznie, o tyle w I kwartale br. nośniki energii taniały w tempie 3 proc. rocznie, a paliwa w tempie ponad 6 proc. rocznie. Żywność wciąż drożała, ale w tempie tylko 2,6 proc. rocznie. W samym marcu ceny towarów z tej kategorii wzrosły o 0,2 proc. rok do roku, najmniej od stycznia 2016 r. W ujęciu miesiąc do miesiąca zmalały o 0,2 proc. po zniżce o 0,4 proc. w lutym.

Czytaj więcej

Krzysztof Adam Kowalczyk: To wojna cenowa pomogła zdusić inflację. Tylko jak długo ona potrwa?

Takiej przeceny żywności w tym okresie roku nie było w Polsce co najmniej od 2010 r. Oprócz normalizacji cen surowców rolnych, nawozów, pasz i energii, przyczynia się do tego zaogniona ostatnio konkurencja sieci handlowych.

To właśnie ceny żywności w największym stopniu tłumaczą nadspodziewanie głęboki spadek inflacji na początku bieżącego roku. Inflacja bazowa, która nie obejmuje cen żywności, paliw i nośników energii, również hamuje szybciej, niż można było oczekiwać, ale różnica nie jest tak wyraźna, jak w przypadku inflacji CPI. W samym marcu inflacja bazowa wyniosła prawdopodobnie 4,6–4,7 proc. rok do roku, a w całym I kwartale 5,4 proc. rok do roku. Wspomniana lipcowa projekcja NBP wskazywała, że ceny towarów i usług z kategorii bazowych będą na początku bieżącego roku rosły w tempie około 7,3 proc. rok do roku. I to właśnie uporczywość inflacji bazowej jest obecnie dla RPP argumentem, aby nie spieszyć się z dalszymi obniżkami stóp procentowych. Trudno nie zauważyć, że jesienią ten argument był nawet mocniejszy.

Począwszy od kwietnia, inflacja CPI niemal na pewno przyspieszy, ale co najmniej do połowy roku – jak prognozują dziś ekonomiści – utrzyma się w paśmie dopuszczalnych wahań wokół celu NBP. W kwietniu za sprawą powrotu stawki VAT na podstawowe artykuły żywnościowe z 0 proc. do 5 proc. wzrosną ceny żywności, ale za sprawą wojny dyskontów efekt ten nie będzie tak silny, jak można się było obawiać. Zamiast o 0,9–1 pkt proc. inflacja z tego tytułu przyspieszy o około 0,5 pkt proc. Jej wyraźniejszy skok możliwy jest od lipca, gdy rząd zacznie odmrażać ceny nośników energii. Ale i to, jak się dziś wydaje, podbije inflację do około 5 proc., a nie do 8 proc., jak sugerowały niedawne prognozy analityków z NBP. Jednak te same prognozy wskazywały też, że im większy będzie wzrost inflacji w II połowie bieżącego roku, tym szybszy później będzie jej trwały powrót do celu NBP. Wynika to z tego, że wzrost cen podstawowych dóbr, takich jak prąd czy ciepło, powinien osłabić popyt na inne towary i usługi.

O ile jednak RPP będzie nadal koncentrowała się na inflacji bazowej, powodów do złagodzenia polityki pieniężnej szybko nie znajdzie. Ekonomiści w większości uważają, że wzrost cen towarów i – w szczególności – usług z kategorii bazowych dużo bardziej już nie wyhamuje. Przeszkodzi w tym wciąż szybki wzrost płac i odbudowujący się dzięki temu popyt konsumpcyjny. W  marcu, jak szacują ekonomiści, przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło nominalnie o 12,1 proc. rok do roku, co oznaczałoby, że jego siła nabywcza drugi miesiąc z rzędu rosła w tempie około 10 proc. rocznie – najszybciej we współczesnej historii Polski.

Gospodarka
MFW: Polaryzacja światowej gospodarki coraz większa. Polska na dobrym biegunie
Gospodarka
Raport PIE. Co nam dało członkostwo w UE? Gdzie mamy największe zaległości?
Gospodarka
Zagraniczne firmy zaczęły nieco lepiej oceniać Polskę. Stanęliśmy na podium
Materiał Płatny
LIST OTWARTY
Gospodarka
Polityka nadal rządzi w państwowych spółkach