Komisja Europejska przedstawiła w środę projekt reformy Paktu Stabilności i Wzrostu, które określa dyscyplinę budżetową dla państw UE. Zachowany zostaje wymóg utrzymywania deficytu sektora finansów publicznych poniżej 3 proc. produktu krajowego brutto. W razie przekraczania limitu KE uruchamia procedurę nadmiernego deficytu, czyli określa ścieżkę powrotu poniżej 3 proc. Jeśli państwo jej nie wypełnia grożą mu kary finansowe. Zmienia się natomiast sposób traktowania długu publicznego. Cel jest bez zmian - poniżej 60 proc. PKB. Ale doświadczenie pokazuje, że niektóre państwa członkowskie mają tak duży deficyt, że sprowadzenie go poniżej tego limitu w szybkim czasie byłoby niemożliwe bez poważnych szkód gospodarczych. W praktyce więc ten cel istnieje na papierze. KE nigdy nie uruchomiła wobec żadnego kraju procedury nadmiernego długu. Teraz to się zmieni, bo zostanie wproszona konkretna metodologia oceny zadłużonego państwa.

Czytaj więcej

Bruksela oceniła sytuację państw UE. 5 wskazówek dla Polski

Każdy kraj z długiem powyżej 90 proc. PKB (lub nieco poniżej, ale z innymi niepokojącymi wskaźnikami fiskalnymi) dostanie 4 lata na znaczące jego obniżenie, z możliwością wydłużenia tego okresu do 7 lat. To nie musi oznaczać, że po tym czasie dług ma być poniżej 60 proc. W przypadku Grecji, gdzie dług wynosi 180 proc., byłoby to oczekiwanie nierealistyczne. Ale w tym okresie 4 lub maksimum 7 lat, państwo musi być na ścieżce wyraźnego obniżania długu, z jednoczesnym utrzymaniem deficytu poniżej 3 proc. PKB. Przy czym ścieżka będzie opisana nie jako poziom długu publicznego, ale poziom wydatków pierwotnych netto. Zdaniem KE to lepszy wskaźnik, bo nad nim rząd ma pełna kontrolę. W samym długu pewną rolę odgrywają też odsetki, które nie zależą od decyzji rządu.

Jeśli państwo odejdzie od tej ścieżki obniżania długu, to grożą mu kary finansowe. Ale nie tak znaczące jak te zapisane obecnie. — Dziś kary są tak wysokie, że określa się je mianem broni atomowej. Czyli służą jako straszak, a nie do faktycznego wykorzystania — ocenia nieoficjalnie wysoki rangą urzędnik KE. Nowe kary mają być znacznie niższe, ale gotowe do użycia. Jak przewiduje KE chodzi nawet nie o to jak są dotkliwe finansowo, ale o uszczerbek na wiarygodności państwa, który przełoży się na postrzeganie go przez potencjalnych inwestorów. A to może być bardziej dotkliwe niż konieczność zapłacenia określonych sum pieniędzy.

— Chcemy wspierać wzrost i poprawiać zdolność obsługi zadłużenia. Po drugie, chcemy wzmocnić krajową odpowiedzialność za decyzje gospodarcze – polityki fiskalne, reformy i inwestycje – i jednocześnie osadzić je w nowych wspólnych ramach. I po trzecie, chcemy uprościć nasze zasady, zachowując ich inteligencję —powiedział Paolo Gentiloni, komisarz UE ds. gospodarczych.

Czytaj więcej

KE zmieni reguły gry. Projekty z udziałem brudnego paliwa będą wykluczone