- Moje transakcje są duże, ale w sekundę potrafię zmienić zdanie – napisał w e-mailu Navinder Singh Sarao rok temu do brytyjskiego nadzoru rynku finansowego FCA, a w ostatnich trafił na pierwsze strony gazet w związku z oskarżeniem o przyczynienie się do jednej z największych katastrof na Wall Street, zwanej Flash Crash. Wskaźnik Dow Jones Industrial Average tracił w wówczas nawet tysiąc punktów.
Nowe szczegóły zawarte w poczcie elektronicznej i dokumentach ujawnionych przez władze amerykańskie jako dowody przeciwko Sarao przedstławiają go w innym świetle niż wcześniejsze doniesienia wskazujące, że londyński trader przed aresztowaniem przez Scotland Yard pracował skrycie, czasem w domu rodziców na przedmieściu brytyjskiej stolicy. Miał być odludkiem.
Navinder Singh Sarao wyłaniający się z materiałów sądowych jest kłopotliwym gościem dobrze znanym maklerom i dostawcom oprogramowania, którym dawał w kość za to, ze nie może handlować tak szybko jakby sobie życzył. Korespondował z nadzorcami, także z tymi, którzy teraz znaleźli się pod ostrzałem za to, iż w porę nie zorientowali się że jego metody mogły przyczynić się do Flash Crash z 6 maja 2010 roku , kiedy błyskawicznie z amerykańskiego rynku akcji wyparował bilion dolarów.
Broniąc swojej skłonności do składania zleceń i natvchmiastowego ich anulowania, która jest głównym punktem oskarżenia, Sarao przekonywał nadzorców, że polegał na intuicji. Z materiałów sądowych wynika też że ten 36-latek w prowadzeniu swojego biznesu korzystał z pomocy banków w Szwajcarii i Dubaju oraz takich brokerów jak MF Global Holdings, czy R. J. O'Brien&Associates. Dostawcami oprogramowania miały być Trading Technologies i Edge Financial Technologies. Pozwalało ono Sarao na uzyskanie przewagi i pomogło mu w ukrywaniu zleceń przed traderami wysokich częstotliwości.
Sarao, znany w środowisku jako Nav, przekonuje, że jego styl inwestowania był reakcją na działania traderów wysokich częstotliwości, którzy mogli bezkarnie manipulować rynkiem wykorzystując jego zlecenia.