Charlie Stenger, były trader walutowy a obecnie łowca głów, czyli spec od rekrutacji pracowników, widział już niemal wszystko. Tradera płaczącego w biurze po stracie miejsca pracy, czy tego, który zataił przed żoną iż został wylany i do pewnego momentu każdego dnia w garniturze wychodził z domu udając, że wszystko gra i lądował w kawiarni.

Stenger wcześniej pracował w ICAP skąd został zwolniony w 2013 roku. Od globalnego kryzysu finansowego w bankowości inwestycyjnej zlikwidowano tysiące stanowisk pracy. W wielu bankach takich jak m. in. Morgan Stanley, Barclays, czy Societe Generale cięcia boleśnie dotknęły traderów walutowych. Kryzys zbiegł się z przechodzeniem firm finansowych na systemy automatyczne, co również wiązało się z redukcją zatrudnienia. W 2014 w działach parających się bezpośrednią obsługą klientów w największych bankach świata zajmujących się handlem walutami pracowało 2300 osób, 23 proc. mniej niż cztery lata wcześniej, szacuje firma analityczna Coalition Development.

Później redukcje były kontynuowane i tak dzieje się do tej pory. W 2014 przychody z transakcji na rynkach walutowych wynosiły 6,5 miliarda dolarów, a wobec 2009 roku zmniejszyły się o 45 proc. W 2015 roku sytuacja nie poprawiła się. W październiku w Wielkiej Brytanii i Ameryce Północnej biznes ten skurczył się o o ponad 20 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem 2014 roku. Największym na świecie jego centrum jest Londyn.

- Ten biznes musiał się skurczyć – nie ma wątpliwości konsultant Keith Underwood, który po 25 latach tradingu, w tym w Lloyds Banking Group, zmienił profesję. Podkreśla, że ludziom, którzy funkcjonowali na tym rynku przez wiele lat trudno pogodzić się z tym, że ich miejsca pracy pożerają algorytmy.

A jest to przeciwnik potężny. W takiej firmie jak Virtu Financial Inc. jej komputery mogą handlować ponad 11 tysiącami różnych instrumentów na ponad 225 platformach w 35 krajach. Zaawansowana technologia sprawia, iż zatrudnia zaledwie około 150 osób. W ubiegłym roku na jednego pracownika przypadało 5 milionów dolarów przychodów.

Co w tej sytuacji Stenger doradza swoim przyjaciołom wciąż zajmującym się handlem walutami? Mają być przygotowani na zwolnienie i gotowi do akceptacji znacznej , nawet o jedną czwartą, redukcji uposażenia w nowym miejscu pracy.

Z chwilą utraty pracy notowania zwolnionego pracownika spadają, bo jak mówi Stenger, taką naturę ma ta „bestia". Jego klienci zwykle zarabiają od 250 tys. do miliona dolarów rocznie.

Niektórzy byli traderzy walutowi znaleźli pracę w mniejszych firmach i zabrali dzieci z prywatnych szkół. Ci, którzy spodziewają się zwolnienia oszczędzają pieniądze.

Underwood, który pracował nie tylko w Lloyds Banking Group, ale także w Credit Agricole oraz Lehman Brothers, wyjaśnia, że wycofał się z operacji na rynkach walutowych na skutek przykręcania śruby przez nadzór. Po kryzysie finansowym wprowadzono surowsze reguły handlu instrumentami pochodnymi.

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

Chwali sobie nowe zajęcie i jest bardzo zadowolony. Także wielu innych traderów walutowych odnalazło się w nowej działalności. Dostali pracę w działach sprzedaży czy też menedżerskie posady w firmach technologicznych obsługujących branżę finansową. .

- Nie sądzę aby wiele osób z mojego pokolenia wciąż zajmowało się tradingiem walutowym – wskazuje Guy Piserchia, który przez 30 lat zajmował się tym w takich instytucjach jak Bank of America i Paribas, prekursor dzisiejszego BNP Paribas.