Rybiński od dawna jest pesymistą. W listopadzie ubiegłego roku w wywiadzie udzielonym „Parkietowi" otwarcie przyznawał, że nie wierzył w działania mające załagodzić kryzys w strefie euro i poprawę sytuacji na rynkach.

- Oprocentowanie włoskich obligacji trwale przekroczy 7 procent, potem skoczy na 8–9 procent, Włosi przeprowadzą jedną aukcję obligacji, zapłacą 8 procent z pokryciem niewiele przekraczającym ofertę i skapitulują, prosząc o wsparcie. Jednocześnie rząd technokratów Mario Montiego będzie musiał sobie poradzić z masowymi strajkami w odpowiedzi na ogłoszony plan oszczędnościowy. Zapłoną samochody i siedziby banków jak w Grecji, tylko na odpowiednio większą skalę – stwierdził wtedy Rybiński.

- Pojawią się kolejne dane, najpierw PMI, a potem z realnej gospodarki wskazujące na głęboką recesję we Włoszech. Nastąpi panika na giełdach. Jak mawiają pięciominutowi spekulanci: będzie winda albo sanki, które przebiją dołki z marca 2009 roku– tłumaczył Rybiński.

Jak stwierdził, sam jest przygotowany na najczarniejszy scenariusz.

-Chroniąc swoją rodzinę przed przewidywanymi skutkami kryzysu, ulokowałem znaczną część naszych oszczędności w 100-procentowo państwowym banku na zielonej wyspie, w dolarach. Ponadto od mniej więcej roku utrzymuję krótką pozycję na indeksach giełdowych i planuję ją utrzymać jeszcze przez co najmniej rok. To powinno moją rodzinę zabezpieczyć przed konsekwencjami czarnego scenariusza, czyli kryzysu finansowego o biblijnych proporcjach – tłumaczył „Parkietowi" Rybiński.

W tym roku WIG zyskał już ponad 12 proc. WIG20 jest ponad 11 proc. na plusie. Rybiński jednak podtrzymuje swoje prognozy.

- Nic się nie zmieniło, dalej oczekuję poważnego kryzysu finansowego w strefie euro, a ostatnie wzrosty traktuję jako korektę w trendzie spadkowym, których jeszcze kilka będzie w tym roku po kolejnych falach druku pieniądza. Działania Trojki wobec Grecji skończą się wojną domową w tym kraju, a Grecja ogłosi niewypłacalność – oznajmił na swoim blogu, były wiceprezes NBP.