Rosja to klasyczny szewc bez butów. Choć ma drugie po Iranie największe zasoby gazu ziemnego na świecie, to miliony Rosjan wciąż nie mają doń dostępu. Na początku roku 64 proc. zamieszkanej Rosji miało gaz (wg Gazpromu). W miastach sytuacja była lepsza, 70 proc., ale tylko niewiele ponad połowa wiosek gotowała na gazie.

Gazu nie mają mieszkańcy terenów najbardziej weń zasobnych – Syberii i Dalekiego Wschodu. To pochodna zbyt małych inwestycji. W latach 2005–2012 Gazprom zainwestował w gazyfikację kraju 180 mld rubli, czyli 1/3 tego, ile kosztował jeden rurociąg zagraniczny, np. Gazociąg Północny w Rosji do Niemiec po dnie Bałtyku.

Rada dyrektorów Gazpromu przyjęła właśnie program skierowany na krajowy rynek. Tzw. Wschodni Program Gazowy w tym roku kosztować ma Gazprom ok. 33,4 mld rubli (1,04 mld dol.).

47 procent rosyjskich wiosek nie ma dostępu do gazu

To niewiele w porównaniu z zagranicznymi wydatkami koncernu. Tylko na gazociąg South Stream pójdzie w tym roku ok. 91 mld rubli (3 mld dol.). Wydatki na igrzyska zimowe w Soczi to ok. 30,5 mld rubli, czyli 1 mld dol. – głównie na gazociąg i gazyfikację miasta.

Tymczasem program dalekowschodni zakłada gazyfikację terenów trudnych klimatycznie i terenowo: Kamczatki, Republiki Sacha (Jakucja, najzimniejsza część Rosji z temperaturami w zimie poniżej -50 st. C), arktyczna Buriacja, wyspa Sachalin, Zabajkale czy Kraj Primorski i Chabarowski. Koszty przyłączy i magistrali gazowych są tam dużo wyższe niż w Europie.

Program zakłada też stworzenie na Wschodzie centrum dostaw gazu dla Azji i Pacyfiku. Bazą ma być planowany zakład skraplania gazu pod Władywostokiem, o mocy co najmniej 15 mln t LNG rocznie. Ma on ruszyć w 2018 r.