Reklama

Polski SAFE 0 proc. „Można dyskutować czy to przedsięwzięcie byłoby bezkosztowe"

– W przypadku „polskiego SAFE” mogłyby pojawić się wątpliwości związane z zaufaniem do działań banku centralnego – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska.
Prezydent Karol Nawrocki i prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński podczas konferencji pras

Prezydent Karol Nawrocki i prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński podczas konferencji prasowej w Pałacu Prezydenckim w Warszawie

Foto: PAP/Paweł Supernak

Środowa konferencja prezesa Glapińskiego i prezydenta Nawrockiego ws. polskiego SAFE 0 proc. była enigmatyczna. Podejrzenia ekonomistów wskazują jednak na to, że proponowany mechanizm finansowy to realizacja przez NBP dotychczas „papierowego” zysku na zgromadzonych rezerwach złota: albo poprzez ich sprzedaż, a następnie odkupienie, ewentualne przeksięgowanie ich wartości tak, aby wykazano bardzo wysoki jednorazowy „prawdziwy” zysk, który w 95 proc. zasiliłby budżet państwa. Prezes NBP w styczniu wyliczał, że gdyby chcieć sprzedać złoto zakupione za jego kadencji, to zarobilibyśmy na tym 115 mld zł. Acz wówczas kategorycznie zaprzeczał takim planom.

Prezes Glapiński mówił, że nie możemy skorzystać z żadnej części rezerw w sensie przekazania jej rządowi. To oczywiste. Niemniej to, co może zrobić, to wygenerować księgowo zysk na przyroście wartości tych rezerw.

Mamy tu jednak wiele znaków zapytania. Podczas środowej konferencji padło stwierdzenie, że można już zacząć od rozwiązań, które są zgodne z obowiązującym stanem prawnym. Z obecnych przepisów wynika, że NBP musiałby sprzedać zasoby złota. Gdyby natomiast miało dojść do przeksięgowania, to wymagałoby to innej operacji, która obecnie nie jest raczej przewidziana w przepisach.

Do niedawna było też tak, że zysk w pierwszej kolejności musiałby uzupełnić fundusz rezerwowy NBP. Od kilku lat nie ma już takiej konieczności.

Zysk w 95 proc. trafiłby do budżetu państwa.

Według dzisiejszych regulacji tak. Zysk trafia bezpośrednio do budżetu i nikt nie trzyma potem ministra finansów za rękę na co wyda on te pieniądze. Z obecnych przepisów nie wynika, że zysk mógłby trafić do Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych.

Osobną sprawą jest opóźnienie czasowe. Prezes Glapiński mówił o działaniach przynoszących natychmiastowy skutek, tymczasem według obecnych regulacji  nie ma możliwości wcześniejszej wypłaty zysku NBP niż za około półtora roku [zysk NBP za dany rok zasila budżet zwykle w czerwcu kolejnego roku – red.]. To więc daleki horyzont, w ciągu którego środki z unijnego SAFE już dawno by płynęły.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Skąd pieniądze na „polski SAFE 0 proc.“? Są nowe szczegóły pomysłu Karola Nawrockiego i Adama Glapińskiego

Czy ten polski SAFE jest taki "0 proc.", jak go nazywa prezydent?

Gdyby doszło do wygenerowania zysku NBP na rezerwach i przekazania go do budżetu, to można dyskutować, czy całe to przedsięwzięcie byłoby bezkosztowe. Taka operacja wprowadziłaby do systemu finansowego dodatkową płynność. Istniejący już dziś stan strukturalnej nadpłynności polskiego sektora bankowego jeszcze by się powiększył. Rolą banku centralnego jest dbać o to, aby ta nadpłynność nie powodowała niepożądanych skutków. Gdyby bank centralny nic nie robił, to przy strukturalnej nadpłynności zbiłoby to rynkową stopę procentową do bardzo niskiego poziomu.

Bank centralny prowadzi więc operacje otwartego rynku, czyli tzw. sterylizację. Emituje bony pieniężne, od których płaci odsetki zgodne ze stopą referencyjną NBP. W tym sensie nie jest to bezkosztowe działanie. Nie obciąża ono bezpośrednio budżetu państwa, niemniej wpływa na wynik NBP. Można więc powiedzieć, że jedną ręką NBP generowałby dodatni wynik finansowy, który mógłby przekazać do budżetu, a drugą by go pomniejszał z powodu wyższych kosztów operacji otwartego rynku. Czy to poważny zarzut? Nie wiem, być może to coś, z czym decydenci mogą się pogodzić.

Druga rzecz jest taka, że każda tego typu operacja – wygenerowanie przez bank centralny dodatkowej kwoty pieniędzy do budżetu państwa – potencjalnie może mieć efekt proinflacyjny. Z jednym istotnym wyjątkiem: tak by nie było, gdyby wydatki obronne były w całości dokonywane za granicą. Natomiast gdyby miało być tak, jak wynikało z informacji rządu – że blisko 90 proc. środków z SAFE miało trafiać do działającego w Polsce przemysłu obronnego – to potencjalnie mogłoby to podbijać inflację. Trochę podobnie do tego, jak działały programy covidowe – wtedy wzrost inflacji był jednym z efektów ubocznych programów ratunkowych rządu.

Czytaj więcej

Gen. Mirosław Różański: „Polski SAFE 0 proc.” to zabieg czysto socjotechniczny

Tylko czy unijny mechanizm SAFE nie miałby dość podobnego wpływu na inflację: też nad Wisłę trafiłyby dodatkowe środki, które byłyby tu wydawane?

W pewnym sensie tak. Gdy unijne środki walutowe trafiają do Polski, to w zakresie, w jakim nie są wymieniane w NBP – a tak jest zazwyczaj – bank centralny generuje dodatkową płynność.

Reklama
Reklama

Jest natomiast jedno zastrzeżenie: w przypadku "polskiego SAFE" mogłyby pojawić się wątpliwości związane z zaufaniem do działań banku centralnego. Skoro to działanie tak "uszyte", aby spełniało cele rządu, to mogą pojawiać się pytania o niezależność polityki pieniężnej: na ile bank centralny działa wyłącznie zgodnie z głównym mandatem, czyli kontrolą wartości pieniądza, a na ile jednak jego większym celem niż można się było spodziewać jest wspieranie polityki rządu. Acz czy to miałoby duże znaczenie dla inwestorów – to by się dopiero okazało.

Finanse
Bartłomiej Babuśka, prezes ARP: Negocjujemy z JSW odkup niektórych jej aktywów
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Finanse
Polski SAFE 0 proc. Prezydent i prezes NBP mają alternatywę dla unijnego SAFE
Finanse
mObywatel rusza w Europę i to jeszcze w tym roku
Finanse
Znika biała lista. Audytorzy mogą odetchnąć z ulgą
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama