Z dokumentów, do których dotarł serwis Politico, wynika, że Centralne Dowództwo USA zwróciło się do Pentagonu z prośbą o wysłanie większej liczby oficerów wywiadu wojskowego do swojej siedziby w Tampie na Florydzie. Ich zadaniem ma być wsparcie operacji przeciwko Iranowi przez co najmniej 100 dni, a najprawdopodobniej do września.
To pierwsze znane wezwanie administracji do wysłania dodatkowych pracowników wywiadu na wojnę z Iranem i sygnał, że Pentagon przeznacza fundusze na przyszłe operacje, które mogą trwać znacznie dłużej niż pierwotny czterotygodniowy harmonogram konfliktu ustalony przez prezydenta Donalda Trumpa.
Czytaj więcej
Prezydent Donald Trump we wtorek oświadczył, że zdecydował o ataku na Iran, ponieważ miał przekonanie, że Iran może zaatakować USA pierwszy. To inn...
Jak zauważa Politico, takie działania zazwyczaj organizowane są na długo przed amerykańską interwencją militarną. Tym razem pośpiech w zwiększaniu liczby ludzi i zasobów pokazuje, że ekipa Donalda Trumpa nie do końca przewidziała tak poważne konsekwencje wojny, którą rozpoczęła wraz z Izraelem.
Gerald Feierstein: wygląda na to, że obudzili się w sobotni poranek i postanowili rozpocząć wojnę
– To co widzieliśmy, to całkowicie improwizowana operacja, której konsekwencji najwyraźniej nikt tak naprawdę nie rozumiał – uważa Gerald Feierstein, były ambasador USA w Jemenie i urzędnik Departamentu Stanu, który zajmował się Bliskim Wschodem. – Wygląda na to, że obudzili się w sobotni poranek i postanowili rozpocząć wojnę – dodał.
Stany Zjednoczone przeprowadziły zakrojoną na szeroką skalę, wielowątkową operację z Izraelem, której celem była irańska infrastruktura bezpieczeństwa. W wyniku operacji zginął duchowy przywódca Islamskiej Republiki Iranu, Ali Chamenei.
Czytaj więcej
Rządzący Iranem od 1989 roku najwyższy duchowy przywódca Islamskiej Republiki, Ali Chamenei, zginął w sobotę w wieku 86 lat – poinformowały irański...
Jednak przedstawiciele władz amerykańskich i izraelskich nie określili jeszcze jasno celu operacji. Donald Trump i jego współpracownicy – przypomina Politico -mieli również trudności z przedstawieniem przekonujących powodów, dla których ataki musiały się odbyć właśnie teraz.
Iran odpowiedział ostrzałem celów USA i innych krajów na Bliskim Wschodzie. Co najmniej sześciu żołnierzy amerykańskich zginęło w porcie w Kuwejcie, co rodzi pytania o to, czy ich baza została wystarczająco dobrze ufortyfikowana w obliczu domniemanego ataku dronów. Zaatakowano również niektóre amerykańskie placówki dyplomatyczne. Jak przypomina serwis – narastają też obawy, że USA i ich sojusznicy na Bliskim Wschodzie mogą mieć niewiele amunicji na taką operację.
Tanie drony Shahed i kosztowna obrona
Pentagon stara się dostarczyć do regionu więcej środków obrony powietrznej, zwłaszcza mniejsze i tańsze systemy antydronowe, które departament rozwija od kilku lat. Szczególne obawy planistów wojennych budzi atak, w którym zginęli amerykańscy żołnierze, ponieważ został przeprowadzony przez stosunkowo tani dron Shahed.
Stany Zjednoczone, przynajmniej na razie, używają pocisków rakietowych, których koszt sięga kilku milionów dolarów, aby pokonać drony. Cena takiego pocisku stanowi ułamek ceny drona Shahed. Iran ma w swoich zapasach tysiące takich dronów, a dziesiątki z nich już przebiły się przez istniejące systemy obrony powietrznej.
Czytaj więcej
USA są wojownicze i niczego się nie nauczyły z Wietnamu, Iraku, Afganistanu, Jemenu, Gazy - mówi „Rzeczpospolitej” o ataku na Iran Richard Dalton,...
Kłopoty z ewakuacją dowodzą braku przygotowania
Politico zauważa też, że chociaż co najmniej dwie ambasady USA – w Libanie i Izraelu – zaczęły ewakuować swoich pracowników i ich rodziny na kilka dni przed atakami, ale większość misji dyplomatycznych w regionie nie podjęła takich działań przed rozpoczęciem konfliktu.
W poniedziałek Departament Stanu wydał pierwszy poważny alert dla Amerykanów, wzywając ich do „natychmiastowego opuszczenia” 14 krajów regionu. W tym momencie - jak przypomina Politico - trudno już było uzyskać bilet, ponieważ zamknięcie przestrzeni powietrznej doprowadziło do licznych odwołań lotów. Od tego czasu Departament Stanu rozszerzył swoje alerty i ewakuacje na co najmniej dwa inne kraje: Cypr i Pakistan.
Czytaj więcej
W rozmowie z Fox News premier Izraela Beniamin Netanjahu przyznał, że wojna Izraela przeciw Iranowi może „potrwać przez pewien czas”, ale zapewnił,...
To było całkowite zaniedbanie obowiązków – uważa Jeffrey Feltman, były ambasador USA w Libanie, który nadzorował ewakuację tysięcy obywateli amerykańskich z tego kraju w 2006 roku. - Iran jest bez wątpienia zagrożeniem, ale w tym momencie nie istniało dla nas żadne bezpośrednie zagrożenie. Mimo to (Donald Trump) pozostawił tysiące, a może setki tysięcy Amerykanów w niebezpieczeństwie, nie planując, jak ich stamtąd wydostać - dodaje.
Inny rozmówca Politico, urzędnik Departamentu Stanu, powiedział, że stosunkowo niewiele osób w departamencie zapoznało się z planami wojny. Jak przyznał, właśnie to mogło być powodem, dla którego na czas nie wydano nakazów ewakuacji i alertów dotyczących podróży. Oficjalne stanowisko Departamentu Stanu mówi o tym, że rano 28 lutego, w dniu rozpoczęcia operacji, powołana została całodobowa grupa zadaniowa, która pomogła już ponad 6500 Amerykanom za granicą, udzielając wskazówek dotyczących bezpieczeństwa i opcji podróżowania. Departament Stanu zauważył w oświadczeniu, że od stycznia Amerykanie otrzymują ostrzeżenia dotyczące podróży do tego regionu.