Przez kilka ostatnich lat pensje pracowników w Stanach Zjednoczonych rosły wolno. Ale do niedawna pracownicy mogli dostać łatwy kredyt, aby zaspokoić nawet najbardziej wyszukane potrzeby. Teraz nie dość, że pensje zaczynają coraz szybciej spadać, to jeszcze kredytowe źródło finansowania wysycha.

– Konsumenci widzą najbliższą przyszłość w ciemnych barwach – mówi Lynn Franco, szef biura badawczego Conference Board. To zła wiadomość dla świata. Konsumpcja jest bowiem głównym motorem amerykańskiej gospodarki, która wciąż pozostaje lokomotywą gospodarki światowej.

Ostatnia publikacja indeksu zaufania konsumentów Conference Board nie pozostawia wiele wątpliwości. Wprawdzie w lipcu wzrósł on nieoczekiwanie wobec czerwca o 0,9 pkt do poziomu 51,9 pkt, ale w 2007 r. przekraczał 100. Wciąż więc znajduje się w pobliżu 16-letniego minimum.

Co więcej, ocena konsumentów dotycząca ich przyszłości gwałtownie się pogarsza. Ponad 37 proc. ankietowanych uważa, że liczba miejsc pracy spadnie. Nie wróży to głębokiej recesji, ale wskazuje na możliwość przedłużania się kryzysu.

Dla przeciętnej amerykańskiej rodziny coraz większym problemem staje się inflacja. Sięga ona 5 proc. i objawia się głównie wzrostem cen paliw i żywności, co obniża realne płace. W czerwcu wynagrodzenia pracowników fizycznych zmniejszyły się o 1,4 proc. w porównaniu z czerwcem 2007 r. Ale dla pracowników spadek pensji to nie nowość. Odrodzenie się amerykańskiej gospodarki po recesji z 2001 r. nie pociągnęło za sobą wzrostu realnych płac, a przez długi okres realne wynagrodzenia spadały. Był to wynik globalizacji i przenoszenia produkcji do Chin, a także rosnącego udziału zysków firm w PKB (kosztem płac). Coraz więcej zarabiali akcjonariusze, a mniej pracownicy.

Ale obecnie do spadku płac dochodzi jeszcze obniżenie cen domów oraz coraz trudniejsze warunki zaciągania kredytów. Od początku dekady rosnącą wartość swoich nieruchomości konsumenci wykorzystywali jako zabezpieczenie do zaciągania kredytów. Dzięki temu wolny wzrost płac nie uderzał w konsumpcję. Kiedy jednak przed dwoma laty ceny domów zaczęły spadać, ta maszynka do pożyczania pieniędzy się zacięła. Zgodnie z opublikowanymi w środę danymi w czerwcu ceny domów w największych miastach USA były aż o 15,9 proc. niższe niż przed rokiem.

Spadek cen domów wpędził również w kłopoty instytucje finansowe, które zainwestowały setki miliardów dolarów w obligacje związane z nieruchomościami. Ogromne straty sprawiają, że banki niechętnie udzielają kredytów.

Ten splot negatywnych dla konsumentów okoliczności nie pozwoli zapewne amerykańskiej gospodarce odrodzić się przed końcem 2009 r.

Więcej informacji o gospodarce USAwww.conference-board.org

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły