Uczestnicy wczorajszej debaty poświęconej długofalowemu równoważeniu finansów publicznych, jaka odbyła się w Szkole Głównej Handlowej pod auspicjami Axy, nie byli zgodni, czy trzeba zacząć, od reformy wydatków, czy najpierw zapewnić państwu wyższe dochody.

Zdecydowanym orędownikiem racjonalizacji wydatków był Wojciech Misiąg z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

- Jednym uzasadnieniem dla pobierania danin przez państwo jest realizacja zadań publicznych - wyjaśnił były minister finansów.

- W tej chwili trudno powiedzieć, jaka część luki deficytowej wynika z niedostosowania wydatków do dochodów, a jaka z tego, że zadania państwa są wykonywane źle. W opinii Wojciecha Misiąga nie można żądać dodatkowych pieniędzy od społeczeństwa wiedząc, że państwo źle wykonuje zadania. Ekspert uważa, że bylejakość wynika przede wszystkim ze złych i nierealnych standardów, jakie obowiązują w naszym kraju.

- Oczywiście teraz nie będzie łatwo zreformować tego stanu rzeczy, bo przez lata wytworzyły się grupy nacisku, które pilnują, aby wszystkie wydatki, także nieefektywne zostały utrzymane - stwierdził Misiąg.

- Tak więc nawet jeśli zbierzemy dodatkowe pieniądze, to one zostaną zmarnowane.

Jerzy Osiatyński z Polskiej Akademii Nauk sugerował, że należy ustalić, jakie usługi i w jakim zakresie należy realizować środkami publicznymi.

- Dopiero wówczas rozpisane powinny być wydatki - zaznaczył profesor. O marnotrawstwie państwa mówiła była wiceminister finansów Halina Wasilewska

- Trenkner, która uważa, że przede wszystkim trzeba szukać oszczędności w wydatkach.

- Minister zdrowia wydał rozporządzenie, że wszystkie deski powinny być odsunięte od ściany, aby można było wsunąć rękę i wyczyścić powierzchnię pod nią.

To spowodowało, że o pół roku np. odsunięto oddanie szpitalu w pewnym mieście - powiedziała była członkini RPP.

- Nie wiem ile to kosztowało, ale przez pół roku mieszkańcy byli skazani na gorszą opiekę medyczną. Kolejnym przykładem są podwyżki dla nauczycieli. Za dwa lata będzie wyż demograficzny, wtedy byłyby one bardziej uzasadnione ze względu na wzrost zadań. Mirosław Gronicki, były minister finansów podsumował stwierdzeniem, że problem z wydatkami istnieje.

- Nie znamy jeszcze sposobu jego rozwiązania, ale najważniejsze jak - w momencie, gdy już zostanie on skrystalizowany - przekonać polityków, że realizacja reformy jest konieczna - wyjaśnił ekonomista.