– Oczywiście, że jest możliwe, iż na skup obligacji wydamy więcej niż 600 mld dol. – powiedział Ben Bernanke w wywiadzie dla telewizji CBS. Szef Fedu tłumaczył, że choć kolejną recesję uważa za mało prawdopodobną, to zapewnienie trwałego ożywienia gospodarczego może wymagać dalszej stymulacji.

Ta wypowiedź wpłynęła w poniedziałek na wzrost cen ropy naftowej i złota na światowych giełdach i przyczyniła się do spadku wartości amerykańskich papierów wartościowych.

Bernanke odpierał zarzuty formułowane przez kongresmenów z Partii Republikańskiej. Obawiają się oni, że ogłoszony w zeszłym miesiącu program wykupu papierów skarbowych za 600 mld dol. może wywołać wzrost inflacji i napływ kapitału spekulacyjnego na Wall Street, nie poprawiając jednak stanu amerykańskiej gospodarki.

– Ryzyko inflacji jest wyolbrzymione – stwierdził szef Fedu. – Jestem w 100 procentach pewny, że gdy zajdzie taka potrzeba, Fed będzie w stanie zapobiec wzrostowi cen przez podniesienie stóp procentowych. Bardzo, ale to bardzo wyraźnie mówimy, że nie pozwolimy na wzrost inflacji powyżej 2 proc. – zaznaczył Bernanke. Szef Fedu bronił też decyzji o wydaniu ogromnych pieniędzy na program ratowania banków i innych amerykańskich firm, przekonując, że gdyby się na to nie zdecydowano, bezrobocie wynosiłoby teraz 25, a nie 9,8 proc. – Przy obecnym tempie rozwoju potrzebujemy czterech – pięciu lat, byśmy mogli wrócić do normalnego poziomu bezrobocia 5 – 6 proc. – oznajmił szef Fedu.

– Po wysłuchaniu Bernankego jest jasne, że niedawny optymizm inwestorów był przesadzony – powiedział Reutersowi Rick Meckler, szef nowojorskiej firmy inwestycyjnej LibertyView Capital Management.

Z większym optymizmem do słów Bernankego podszedł jednak Mike Lenhoff, główny ekonomista w firmie Brewin Dolphin. – Rynki dostały jasną wiadomość od politycznych decydentów, że chcą oni zapewnić trwałe odbicie gospodarcze – stwierdził.

[i]

Jacek Przybylski z Waszyngtonu[/i]