[b][link=http://www.rp.pl/galeria/9131,1,367626.html]Zobacz galerię z filmu[/link][/b]

„Miłość w naszych czasach nie istnieje, trzeba robić melanż i się nie przyzwyczajać, nie?”. Tak Milena – jedna z tytułowych galerianek – tłumaczy koleżankom, jakie powinno być ich nastawienie do życia. Ważne są kasa i fanty od hojnego sponsora. Bez tego nie ma co liczyć na podziw u rówieśników. A te dziewczynki chcą być podziwiane.

Dlatego spędzają całe dnie w galeriach handlowych na wybieraniu fatałaszków w butikach i polowaniu na faceta, który zapłaci im za szybki seks. Są agresywne i wyuzdane. W ten sposób rekompensują sobie brak domowego ciepła, kamuflują poczucie zagubienia, samotność.

Do Mileny i jej kumpelek wkrótce dołącza Alicja – szara myszka, z której drwią w szkole, bo ma stary model komórki. Pod okiem galerianek przejdzie ostry kurs przyspieszonego „dojrzewania”...

Rewelacyjnie wypadły w filmie zdjęcia oddające blichtr świata współczesnych lolitek. Młodziutkie aktorki grają z poświęceniem, a Katarzyna Rosłaniec potrafi opowiadać szybko i pewnie. Historia przez cały czas zachowuje teledyskowy rytm, którym biegnie życie dziewczynek.

Jednak mam wrażenie, że młodej reżyserce bardziej zależało na efektownym sprzedaniu mocnego tematu, niż dogłębnym przedstawieniu dramatu nastolatek i przyczyn, dla których przeistoczyły się w galerianki.

Wskazuje na to m.in. finał historii – na siłę zamieniony w tragedię – i komentujące fabułę napisy grupy Twożywo. Obnażające terror konsumpcji hasła są pomysłowo wplecione w tok narracji, ale pełnią jedynie rolę publicystycznego ozdobnika. Podobnie jak muzyka O.S.T.R.

[i]Polska 2009, reż. Katarzyna Rosłaniec, wyk. Dagmara Krasowska, Anna Karczmarczyk, Dominika Gwit, Magdalena Ciurzyńska [/i]