[b]Srebrne Lwy rok po debiucie, czyli pokazywanej również w Gdyni „Mojej krwi”... Jak się czuje laureat jubileuszowego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych?[/b]

Marcin Wrona: Powiem nieskromnie – mam przekonanie, że nagroda jest zasłużona. Włożyliśmy w ten projekt mnóstwo pracy i spotkały się przy nim osoby wyjątkowe. Nie tylko Wojtek Zieliński i Tomek Schuchardt (nagrodzeni za główne role męskie – przyp. red.) czy Piotrek Kmiecik (nagroda za montaż – przyp. red). Energia działań tego właśnie zespołu w tym akurat momencie sprawiła, że coś ciekawego się urodziło.

[b]Słowo „chrzest” nie brzmi komercyjnie. Dlaczego taki tytuł?[/b]

Mnie się podoba. Kojarzy się m.in. z „Ojcem chrzestnym”, ale nie szukaliśmy jedynie takiego nawiązania.

[b]To widać choćby w symbolice, którą wprowadzasz, np. w rycinie przedstawiającej Kaina i Abla czy otwierających oraz zamykających film scenach w rzece...[/b]

Chrzest pojawia się tu na kilku płaszczyznach. W dosłownym odczytaniu jest związany z ceremonią, na którą główny bohater Michał zaprasza Janka. Chrzest to także inicjacja, moment, w którym człowiek przechodzi z jednego etapu w drugi. Film opowiada też o wyborach. Decyzja, jaką Michał podejmuje na początku, naznacza jego życie.

[link=http://www.zw.com.pl/artykul/481030_Kobieta_to_dla_mnie__piaty_element_.html]Czytaj więcej w Życiu Warszawy[/link]