Reklama

Studenckie show: kluby studenckie w PRL-u

Były barwnymi enklawami w szarym życiu PRL-u. O niezwykłej roli Stodoły, Hybryd, Jaszczurów opowiada cykl dokumentalny „Studenckie show”. Premiera we wtorek o 22.00 w Discovery Historia

Publikacja: 10.01.2011 11:13

„Studenckie show”

„Studenckie show”

Foto: Discovery Historia

Każdy z odcinków prezentuje jeden klub studencki, a każdy z nich jest jak osobny świat otoczony legendą. Tak sprawa ma się też ze Stodołą, w której ton nadawali studenci Politechniki Warszawskiej o artystycznych duszach.

[wyimek][link=http://www.rp.pl/galeria/9131,1,591664.html]Zobacz galerię zdjęć[/link][/wyimek]

- W 1959 roku na Sylwestra trudniej było się dostać do Stodoły niż na najbardziej ekskluzywny wówczas bal w Filharmonii Narodowej - pamięta Kazimierz Pieńkowski, aktor Stodoły.

Nic dziwnego, bo w Stodole można było bawić się lepiej niż gdziekolwiek. Młodzi mogli tańczyć jak chcieli, nie skrępowani koniecznością oddalenia od siebie 30-centymetrową odległością, którą nieraz skrupulatnie mierzono na młodzieżowych potańcówkach.

[wyimek][link=http://www.rp.pl/temat/555789-Magazyn-TV.html]Czytaj Magazyn TV[/link] [/wyimek]

Reklama
Reklama

- Byliśmy naprawdę biedni: jadło się chleb z marmoladą, ale byliśmy bardzo koleżeńscy - wspomina Eugeniusz Halski, rezydent w Stodole. - Zawsze znalazł się jakiś fundator.

Piwo, wino, kanapki i dobry humor i muzyka - to wszystko, czego trzeba było młodym. A muzyka też nie byle jaka - Janusz Zabiegliński i jego zespół grali jazz - jako jedyni wówczas w stolicy.

- Tam się praktycznie mieszkało - dodaje Jolanta Marciniak, aktorka kabaretu Stodoła. - Wracało się z zajęć, pokazał się człowiek rodzinie, że żyje i leciał do Stodoły. - Byliśmy wyspą unoszącą się na morzu czegoś, co nam się nie podoba. Swobodny nastrój, pogodna zabawa - stopniowo zaczęły przeobrażać Stodołę w instytucję artystyczną.

Sensacją była pierwsza premiera kabaretu „W tym szaleństwie jest metoda” w reżyserii Jerzego Biczyckiego. Widzów fascynował, ale i gorszył striptiz w przedstawieniu, ponoć pierwszy w PRL-u - nie dość że publiczny, to całkowity. Do tego wykonująca go niewiasta charakteryzowała się rubensowskimi kształtami wzbudzając niemałe emocje zgromadzonych.

Widzowie dowiedzą się także dlaczego ważnym epizodem w życiu Stanisława Tyma, było stanie na bramce w Stodole, i w jakich okolicznościach złożył tam wizytę Robert Kennedy, a także co pił, a czego nie odważył się zjeść.

Atutem filmu są archiwalia, a także wypowiedzi ludzi związanych ze Stodołą. Wspominają ją m.in. Elżbieta Jodłowska, Magda Umer, Zbigniew Hołdys. Autor filmu, Marek Kłosowicz, przypomina również kolejne siedziby Stodoły - od baraku budowniczych Pałacu Kultury i Nauki na Emilii Plater, poprzez stołówkę budowniczych Teatru Wielkiego na Trębackiej, potem na Nowowiejskiej w kinie wojskowym Oka, na Wspólnej. Po spaleniu tej ostatniej studenci mieli ponoć skandować towarzyszowi Gierkowi w czasie pierwszomajowego pochodu w 1971 roku: „Gierek! Gierek! Dziś Stodoła o schronienie nowe woła!”. Dostali. Na Batorego 10, gdzie trwa do dziś. Tylko, że to już całkiem inna Stodoła...

Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Film
Berlinale 2026: represje dla niepokornych i listy proskrypcyjne
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama