Reklama

Artysta, który sen zamieniał w film

Wydawany przez Telewizję Kino Polska cykl filmowy przypomina niezwykłą twórczość i postać Wojciecha J. Hasa

Publikacja: 23.10.2012 10:26

„Rękopis znaleziony w Saragossie”

„Rękopis znaleziony w Saragossie”

Foto: AFP

Na ekranie z półcienia wyziera twarz mężczyzny. Krótkie, siwe włosy, pełne usta. Uważne spojrzenia zza dużych okularów. I czarny golf. Wojciech Has był jednym z najciekawszych artystów polskiego kina. Jego legendą. Trochę nieprzenikniony, niewiele mówił, jedni się go bali, inni nie rozumieli, ale wszyscy szanowali.

– Moje filmy są snami – powiedział kiedyś. Absolwent malarstwa na krakowskiej ASP i Kursów Przygotowania Filmowego w pierwszych swych filmach: „Pętli", „Pożegnaniach", „Wspólnym pokoju", „Rozstaniu", „Szyfrach", „Jak być kochaną" opowiadał o czasach mu współczesnych. Nie próbował jednak, jak Wajda czy Munk, rozliczać się z wojną czy opowiadać o przemianach obyczajowo-ustrojowych. Wolał z delikatnością i pietyzmem kreślić portrety swoich bohaterów, zapisywać nastroje.

Nawet wówczas, gdy w „Jak być kochaną" opowiadał o kobiecie przechowującej w czasie okupacji Żyda, wojna potrzebna mu była głównie do tego, by „zamknąć" świat i w swoistym laboratorium obserwować dramat miłości, uzależnienia, zaborczości. Has nie znosił na ekranie publicystyki. –W atmosferze fascynacji doraźnością film artystyczny ginie – mówił.

Bardzo lubię jego wczesne obrazy, ale w historii polskiego kina pozostaną przede wszystkim te późniejsze, w których egzystencjalne pytania ukrył w wystylizowanej, barokowej formie. Dwa z nich „Rękopis znaleziony w Saragossie" i „Sanatorium pod Klepsydrą" znalazły się w boksie wydanym przez Telewizję Kino Polska.

„Rękopis znaleziony w Saragossie" nakręcony na motywach powieści XVIII-wiecznego poety, filozofa, żołnierza, podróżnika i fantasty Jana Potockiego pomógł Hasowi wyrwać się z gorsetu rzeczywistości. W tym filmie Has zaczął tworzyć swój niepowtarzalny styl – malować na ekranie obrazy, wykorzystywać kostium, tworzyć własną, karnawałową, fantastyczną rzeczywistość.

Reklama
Reklama

Potem w „Sanatorium pod Klepsydrą" razem z Schulzowskim bohaterem odwiedzał ojca w starym sanatorium. Has igrał tu z czasem, fatum, przemijaniem. Ale miał bogatsze doświadczenie od pisarza, który zginął w rodzinnym Drohobyczu w 1942 roku. Widział finał Holocaustu. Dlatego w filmie pytał: czy daje się ożywić to, co na zawsze odeszło?

Wojciech Has umarł w 2000 roku. Przez ostatnie 12 lat życia nie stanął za kamerą. Poświęcił się wyłącznie pracy pedagogicznej w łódzkiej PWSFTviT. Wykładał w niej od 1974 r., potem był jej rektorem.

– Na zajęciach u Hasa zrozumiałem, że w kinie liczy się odrębność. Tego chyba chciał nas nauczyć – mówi w swoim dokumencie „Ślady" Robert Gliński. W jego filmie wspominają też profesora m.in.: Juliusz Machulski, Jacek Bromski, Janusz Kijowski, Mariusz Grzegorzek, Dorota Kędzierzawska, Małgorzata Szumowska, Piotr Trzaskalski, Sławomir Fabicki. Tworzą portret człowieka niepokornego, trudnego, często nieobiektywnego w swoich ocenach i wyborach.

Warto ten dokument obejrzeć, podobnie jak drugi, nakręcony w 1988 roku „Ze snu sen... " Adama Kuczyńskiego, gdzie przewodnikiem po świecie Hasa jest pisarz Piotr Wojciechowski.

Film
Nie żyje Eric Dane, gwiazdor serialu „Chirurdzy”. Miał 53 lata
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama