Jeszcze jako student historii na UW podczas jednego z seminariów oglądałem słynny amerykański film „The Birth of a Nation". Nakręcony w 1915 r. niemy obraz uznawany jest za jeden z najbardziej rasistowskich filmów wszech czasów. Akcja rozgrywa się podczas wojny secesyjnej, a bohaterem negatywnym są amerykańscy Murzyni.
Reżyser David Griffith przedstawił ich w sposób straszliwy. Wymalowani pastą do butów aktorzy zachowywali się przed kamerą jak zwierzęta. Mordy, grabieże, pijaństwo i gwałcenie białych kobiet. Błyskające wściekle białka oczu i wyszczerzone zębiska. Piana na ustach. Innymi słowy – czarna dzicz. Całe szczęście w kulminacyjnej scenie na arenę wkroczyli dzielni chłopcy z Ku-Klux-Klanu i zaprowadzili porządek.