W polskim kinie, które w ostatnich latach unika tematów politycznych, to ewenement. Film, który po premierze wzbudził ogromną dyskusję. I duże zainteresowanie. W kinach obejrzało go prawie 600 tysięcy osób. To, jak na razie, daje „Układowi zamkniętemu" siódmą pozycję wśród największych kasowych przebojów 2013 roku.
Ta historia wydarzyła się naprawdę. Trzej krakowscy biznesmeni, właściciele świetnie prosperującej firmy, w 2003 roku zostali aresztowani przez antyterrorystów, oskarżeni o działalność w zorganizowanej grupie przestępczej i pranie brudnych pieniędzy.
– Oni doskonale poruszali się w nowej rzeczywistości – mówił „Rz" Ryszard Bugajski. – Zmodernizowali zakłady mięsne Krakmeat, odnieśli wielki sukces, a prokuratura razem z urzędem skarbowym postanowiła ich załatwić, czerpiąc z tego korzyści. Siedzieli w areszcie prawie rok, nikt ich nawet porządnie nie przesłuchał. Po zwolnieniu zaskarżyli prokuraturę o niesłuszne aresztowanie. Sprawa ciągnęła się przez 7 lat. Wygrali ją, dostali 10 tys. złotych odszkodowania. A stracili biznesy, mieli zrujnowane rodziny.
W „Układzie zamkniętym" krakowska historia została potraktowana jako punkt wyjścia. Scenarzyści Mirosław Piepka i Michał Pruski akcję przenieśli z Krakowa do Gdańska, z zakładów mięsnych zrobili fabrykę elektroniki, trzech bohaterów zróżnicowali pod względem wieku i charakteru. Ale na ekranie odbiło się wiele faktów z tamtej sprawy.
Ostatni film autora znakomitego „Przesłuchania" to historia trzech biznesmenów, granych przez Przemysława Sadowskiego, Roberta Olecha i Jarosława Kopaczewskiego. Ale też skorumpowanego prokuratora, który chce doprowadzić fabrykę do bankructwa, by ją przejąć.
– Interesuje mnie, dlaczego ten człowiek jest draniem, jak rodzą się zło i poczucie bezkarności. Nakreśliłem jego życiową drogę – od studiów poprzez lata, gdy pracował w zespole Anna szukającym śląskiego wampira, aż do współczesności – twierdzi Bugajski.
Jako prokurator Kostrzewa znakomitą kreację stworzył Janusz Gajos.
„Układ zamknięty" jest filmem mocnym. Pokazuje działanie chorego systemu. I to, że ludzie skompromitowani w czasach komunizmu świetnie się w nowej rzeczywistości urządzili, a władza bywa bezkarna. Najmocniejszym akcentem filmu są napisy końcowe: nikt spośród osób, które doprowadziły do tragedii, nie poniósł odpowiedzialności.
Reżyser "Układu zamkniętego": Gruba kreska była błędem
(rozmowa z dn. 04.04.2013r.)