„Zielona granica” Agnieszki Holland: Stracone złudzenia Europy

Nieprzypadkowo na festiwalu w Wenecji odbyła się światowa premiera „Zielonej granicy” Agnieszki Holland, bo ten film więcej mówi o świecie niż o Polsce.

Aktualizacja: 22.09.2023 09:19 Publikacja: 22.09.2023 08:38

Walorem „Zielonej granicy” są czarno-białe, jakby paradokumentalne zdjęcia Tomasza Naumiuka

Walorem „Zielonej granicy” są czarno-białe, jakby paradokumentalne zdjęcia Tomasza Naumiuka

Foto: Materiały Prasowe

"Zielona granica" Agnieszki Holland wchodzi do kin 22 września.

Dyrektor artystyczny weneckiej imprezy Alberto Barbera, zapytany, jakie filmy, jego zdaniem, mogą stać się głośne w drugiej części festiwalu, radzi zwrócić uwagę na trzy tytuły: „Poza sezonem” Stephane’a Brize’a i „Zieloną granicę” Agnieszki Holland oraz „Kobietę z…” Małgorzaty Szumowskiej.

W Polsce o filmie Holland mówi się od dawna. Nikt go jeszcze nie widział, ale już reżyserkę ostro atakuje prawica, a członek rządu porównuje jej obraz do propagandowych dzieł Trzeciej Rzeszy. Ataki są tym silniejsze, że w obozie PIS panuje przekonanie, iż „Zielona granica” została zrealizowana jako „wyborcza agitka”, co potwierdza data wejścia filmu na ekrany – 22 września.

Czytaj więcej

Festiwal w Wenecji. Dwie Polki rywalizują w jednym konkursie

Światowa premiera „Zielonej granicy” odbyła się jednak na festiwalu w Wenecji. W głównym konkursie, do którego selekcjonuje się tytuły z około dwóch tysięcy propozycji z całego świata. I doprawdy trudno przypuszczać, że Barbera i jego zespół chcą wpływać na wyborcze decyzje Polaków.

„Zielona granica” to paradokumentalna opowieść

Ponad 30 lat temu Agnieszka Holland zrobiła znakomity film „Europa, Europa”, oparty na autentycznych losach Salomona Perela, żydowskiego chłopca, który usiłował przetrwać w czasach hitlerowskiego totalitaryzmu. Przeszedł przez indoktrynację komunistyczną i nazistowską. Był oportunistą czy zaszczutym człowiekiem usiłującym przeżyć? To był film o zapętleniu w historii, totalitaryzmie, ale też o słabości ludzkiej natury. – Tytuł oznaczał wtedy dwie Europy: naszych inspiracji, kolebkę kultury i cywilizacji, świat prawa i demokracji, praw człowieka, równości, braterstwa, a z drugiej strony kolebkę zbrodni przeciwko ludzkości, egoizmu i nienawiści – tłumaczy Agnieszka Holland.

To był rok 1989. Miała wtedy nadzieję, że wygra ta pierwsza Europa. Dziś złudzenia straciła. I pokazuje świat, który zapomniał, czym jest upodlenie człowieka, bo – jak mówi: „przestała już działać szczepionka Holocaustu”.

„Zielona granica” podzielona jest na rozdziały. W pierwszym, niemal paradokumentalnym - najważniejsza jest opowieść o uchodźcach. Prześladowana rodzina z Syrii, która leci samolotem do Białorusi, bo prezydent Łukaszenka obiecywał uchodźcom przejście przez białorusko-polską granicę do zachodniej Europy.  Dołącza do nich samotna inteligentka z Afganistanu.

Czytaj więcej

„Biedne istoty” faworytem na półmetku festiwalu w Wenecji

Holland śledzi ich los. Pokazuje też tragedię innych uciekinierów, którzy chcą w Polsce poprosić o azyl, ale nikt ich nie chce wysłuchać, przerzucanych przez służby graniczne Białorusi i Polski przez oddzielające dwa kraje druty kolczaste. Ludzi, którzy umierają z wyczerpania, chłodu, niedożywienia, topią się w bagnach.

W innym „rozdziale” Holland przygląda się działaniom straży granicznej. Białoruskim funkcjonariuszom, którzy wyczerpanym ludziom sprzedają butelkę wody za 50 euro, upokarzając ich przy tym. Polskim strażnikom wykonującym swoje zadania bez krztyny empatii, nawet dla wyczerpanych dzieci. Ale bohaterem tego rozdziału jest młody pogranicznik, który przepuści samochód udając, że nie dostrzegł w nim młodych uciekinierów. A potem przy przejściu z Ukrainą, na uwagę o granicy białoruskiej powie:

„Nigdy tam nie byłem”. Jakby tamten rozdział chciał wykreślić ze swojego życia.

"Zielona granica": Dwie granice filmu Agnieszki Holland

Są w filmie Holland ci, którzy próbują ratować życie uchodźców, dowożą im wodę, jedzenie, ciepłe ubrania, kryjąc się przed pogranicznikami, którzy mogliby ich zaaresztować. I wreszcie grana przez Maję Ostaszewską psycholożka, która uciekła przed gwarem świata na Podlasie. Tam zrozumie, że nie może sobie pozwolić na izolację i obojętność, gdy nieopodal cierpią i umierają ludzie.

Są też oczywiście w „Zielonej granicy” wyraźne odniesienia polityczne. Ale nie one są w najważniejsze. Ten film diagnozuje stan dzisiejszego świata, w którym nasilają się migracje, a społeczeństwa dawno przestały być jednolite. Ale też świat, gdzie nie każdy przybysz ma te same szanse na godne życie.

Polacy w niespotykany sposób otworzyli domy i serca dla uchodźców z ukraińskiej wojny. Przez granicę polsko-ukraińską przechodziły każdego dnia tysiące ludzi, którzy przez agresję Rosjan na ich kraj, stracili poczucie bezpieczeństwa, nierzadko nieśli straszliwe wspomnienia alarmów, strachu, zbombardowanych domów, dni i nocy spędzonych w piwnicach.

Czytaj więcej

Zbigniew Ziobro o Agnieszce Holland i „Zielonej granicy”: Nazistowskie Niemcy produkowały takie filmy

A przecież jednocześnie na innej granicy, polsko-białoruskiej, trwała i nadal trwa tragedia ludzi, którzy przerzucani są przez zasieki jak piłki, umierają w lesie z zimna i głodu. Film Agnieszki Holland jest w znacznej mierze oparty na faktach. Scenarzyści wysłuchali dziesiątek relacji, odbyli mnóstwo rozmów. Czarno-białe, znakomite zdjęcia Tomasza Naumiuka sprawiają wrażenie paradokumentu. Aktorzy tu nie grają. Oni po prostu są, głęboko przeżywając swoje role.

Oburza mnie traktowanie „Zielonej granicy” jak politycznej agitki. Oglądając te obrazy myślę o „Fuocoammare. Ogień na morzu” Gianfranco Rossiego o tragedii uchodźców tonących w morzu w czasie nielegalnych przepraw na włoską Lampedusę.

Film Agnieszki Holland, podobnie jak dokument Rossiego, jest wielkim krzykiem. Nie polityka. Człowieka.

"Zielona granica" Agnieszki Holland wchodzi do kin 22 września.

Dyrektor artystyczny weneckiej imprezy Alberto Barbera, zapytany, jakie filmy, jego zdaniem, mogą stać się głośne w drugiej części festiwalu, radzi zwrócić uwagę na trzy tytuły: „Poza sezonem” Stephane’a Brize’a i „Zieloną granicę” Agnieszki Holland oraz „Kobietę z…” Małgorzaty Szumowskiej.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Cannes 2024: Mistrz Jacques Audiard i wschodząca gwiazda Coralie Fargeat
Film
Cannes 2024. Kontrowersyjni giganci Francis Ford Coppola i Yorgos Lanthimos
Film
Cannes 2024: Yorgos Lanthimos z surrealistycznymi „Rodzajami życzliwości”
Film
Cannes 2024: Francis Ford Coppola wraca na Croisette z „Megalopolis”
Film
Trzecia miłość w trzecim sezonie „Bridgertonów”
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?