„Roving Woman”: Film o człowieku, który dowiaduje się, kim jest

Aktorka Lena Góra coraz częściej z Los Angeles wraca do Polski. Tym razem jako współscenarzystka i gwiazda „Roving Woman” Michała Chmielewskiego, tytułu współprodukowanego przez Wima Wendersa.

Publikacja: 19.04.2023 03:00

Polsko-amerykańska aktorka Lena Góra w filmie „Roving Woman”

Polsko-amerykańska aktorka Lena Góra w filmie „Roving Woman”

Foto: mat .pras.

„Roving Woman” zaczyna się od sceny upokorzenia. Młoda kobieta w długiej, eleganckiej sukni nocą zostaje wypchnięta z domu. Drzwi zatrzaskują się. Kobieta wali w nie pięściami, płacze, krzyczy, żeby pozwolono jej chociaż zabrać swoje rzeczy. Wreszcie zwija się w kłębek, przesypia noc na trawniku. Rano też nikt jej nie otwiera drzwi. Bez komórki, pieniędzy i ubrania na zmianę odchodzi.

Pierwsza myśl: wyrzucona nocą prostytutka. Albo ktoś, kto dopuścił się czegoś strasznego – nie do wybaczenia. Ale nie: Sara okazuje się zdesperowaną, ale sympatyczną dziewczyną. Z facetem z tamtego domu była kilka lat. Nigdy się nie dowiemy, co się stało. Kilka ulic dalej wsiada do auta sąsiada i opowiada, jak bardzo kocha ją jej partner.

Na stacji benzynowej kradnie zostawiony przez kogoś samochód. Matka, do której dzwoni z pożyczonej komórki, nie ma dla niej ani serca, ani czasu, więc Sara rusza w swoją drogę ku wolności. Spotka ludzi tak samo samotnych i zagubionych jak ona, ale i takich, którzy gdzieś na bezdrożach znaleźli swoje szczęście, jak bohaterowie oscarowego „Nomadlandu”. Przeżyje kilka upokorzeń, ale też trochę dobrych chwil, a wszystko to ma ją wzmocnić. Jak piosenki, które właściciel skradzionego samochodu nagrywał dla kobiety o imieniu Mimi. Piękne, pełne czułości i tęsknoty. Przychodzi moment, gdy Sara chce tego mężczyznę odszukać.

Znajduje go, ale w „Roving Woman” nie można liczyć na zakończenie w stylu „żyli długo i szczęśliwie”. Debiut Michała Chmielewskiego jest jak przypowieść o człowieku, który musi dowiedzieć się, kim jest. Pogodzić się z tym, że jego dotychczasowe życie legło w gruzach, nabrać siły i ochoty, by zbudować nowe. Na kalifornijskich bezdrożach można się albo całkiem zagubić, albo odrodzić. Nie bez powodu współproducentem został Wim Wenders, twórca „Paryż Teksas”.

Nie umiem zaakceptować pierwszych scen filmu – owego wyrzucenia z domu dziewczyny. Można wymyślić więcej sytuacji, w których kobieta zaczyna szukać własnej drogi. Ale potem „Roving Woman” zaczyna wciągać, hipnotyzować. Czujemy tęsknotę za wiatrem we włosach i akceptację samotności, znalezienie w niej wartości. Ale też świadomość, że czasem „chce się o tej samotności komuś opowiedzieć”.

Ekran żyje w dużej mierze dzięki Lenie Górze, aktorce, która mieszka na stałe w Los Angeles, ostatnio jednak wraca chętnie do Polski. Zagrała m.in. w filmach Sebastiana Buttnego „Święty” i Rafała Skalskiego „Noc w przedszkolu”.

W „Roving Woman” jest na ekranie niemal przez cały czas i trudno oderwać od niej wzrok. To aktorka, której się wierzy. Dziś ma już za sobą kolejny film: jest współscenarzystką i główną gwiazdą „Imago” Olgi Chajdas. Bardzo ładny epizod tworzy też w „Roving Woman” John Hawkes, znany z kina niezależnego, m.in. z „Trzech billboardów za Ebbing, Missouri”, „Everestu” czy „Lincolna”.

„Roving Woman” twórcy zadedykowali Connie Converse, piosenkarce, która w 1974 roku wyszła z domu, załadowała swoje rzeczy do samochodu i zniknęła. Zaginął po nie jakikolwiek ślad. Przedtem napisała listy do rodziny i znajomych: „Pozwólcie mi odejść. Pozwólcie mi być, jeśli umiem. Pozwólcie mi nie być, jeśli nie umiem...” Czy znalazła wolność i szczęście?

„Roving Woman” zaczyna się od sceny upokorzenia. Młoda kobieta w długiej, eleganckiej sukni nocą zostaje wypchnięta z domu. Drzwi zatrzaskują się. Kobieta wali w nie pięściami, płacze, krzyczy, żeby pozwolono jej chociaż zabrać swoje rzeczy. Wreszcie zwija się w kłębek, przesypia noc na trawniku. Rano też nikt jej nie otwiera drzwi. Bez komórki, pieniędzy i ubrania na zmianę odchodzi.

Pierwsza myśl: wyrzucona nocą prostytutka. Albo ktoś, kto dopuścił się czegoś strasznego – nie do wybaczenia. Ale nie: Sara okazuje się zdesperowaną, ale sympatyczną dziewczyną. Z facetem z tamtego domu była kilka lat. Nigdy się nie dowiemy, co się stało. Kilka ulic dalej wsiada do auta sąsiada i opowiada, jak bardzo kocha ją jej partner.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Film „Do granic”. Jak Ameryka traktuje imigrantów z Europy
Film
„Ród Smoka”, czyli „oko za oko, syn za syna” w drugim sezonie
Film
Polska wieś pokazana bez sentymentów. Grzegorz Dębowski wygrywa debiuty w Koszalinie
Film
Koszaliński Złoty Jantar dla „Tyle co nic” Grzegorza Dębowskiego
Akcje Specjalne
Naszym celem jest osiągnięcie 9 GW mocy OZE do 2030 roku
Film
Rekomendacje filmowe na weekend: Inni w nas i wokół nas
Film
„Królestwo zwierząt” Thomasa Cailleya: Ludzie mutują jak po pandemii