Nie pamiętam, kiedy ostatni raz płakałam w kinie. Podczas seansu „Syna” okulary zachodziły mi mgłą, a po policzkach ciekły łzy.

Dwa lata temu Florian Zeller pokazał „Ojca” - okrutnie prawdziwy film o mężczyźnie, który zagłębia się w otchłań choroby Alzheimera. O inteligencie, który zaczyna żyć we własnym świecie. Czasem kontaktuje, jeszcze jest w stanie zadziwić i upokorzyć kolejną opiekunkę, której nie chce. Jeszcze potrafi zrozumieć co dzieje się wokół. Ale coraz częściej jego rzeczywistość zaczyna się wyglądać po swojemu. Zmienia się mieszkanie, wracają postacie z przeszłości albo inne, trudne do rozpoznania. Zeller i fenomenalny w głównej roli Anthony Hopkins uchwycili na ekranie niepewność, cierpienie. Powolne odpływanie świadomości. Ale też szarpaninę córki, która czuje się za ojca odpowiedzialna, ale przecież też ma tylko jedno życie.

Reżyser uświadamia nam, jak niewiele wiemy o psychicznych chorobach, jak nie umiemy stawić im czoła

Florian Zeller, podobnie jak w przypadku „Ojca” scenariusz filmu napisał z Christopherem Hamptonem na podstawie własnej sztuki. I znów opowiedział o życiu, w które wkrada się psychiczna niemoc. Tym razem depresja, tak potwornie dziś, zwłaszcza po czasie pandemii, niszcząca wielu ludzi. W filmie dotyka tytułowego syna. Nicholas pochodzi z rozbitej rodziny. Mieszka z matką. Ojciec ma nowy dom, nową żonę, maleńkie dziecko. Niby nic takiego. Wszystko tu jest na poziomie, wszyscy zachowują klasę. Ale nikt nie zauważył chwili, gdy coś złamało się w Nicholasie. Teraz jest on już nastolatkiem. I nagle okazuje się, że nie chodzi do szkoły, jest samotny i nie ma ochoty na nic, nawet na życie. Chce zamieszkać z ojcem i jego nową rodziną. Przeprowadza się, ale choć wszyscy starają się stworzyć dobrą atmosferę, chłopiec nie odzyskuje chęci do życia. Na jego przedramieniu przybywają kolejne nacięcia robione kuchennym nożem.

Ojciec jest profesjonalistą, właśnie otwiera się przed nim nowy, wymarzony etap kariery. Dla syna zrezygnuje z awansu, bo łączyłby się z wyjazdem z Nowego Jorku do Waszyngtonu. Matka szaleje z rozpaczy i niepokoju. Przejęta jest nowa żona ojca, która boi się zostawić swoje dziecko pod opieką przyrodniego brata. A Nicholas zagłębia się w depresję coraz bardziej. Gdzieś w pamięci ojca pojawiają się obrazy ze szczęśliwego dzieciństwa syna. Morze, motorówka, chłopczyk szczęśliwy i uśmiechnięty. A przecież Nicholas to dzieciństwo zapamiętał inaczej – wyniósł z niego przeświadczenie o krzywdzie matki, o porzuceniu.

Zeller pokazuje otchłań depresji, próbę samobójczą, która doprowadza nastolatka do szpitala psychiatrycznego. Uświadamia nam, jak niewiele wiemy o psychicznych chorobach, jak nie umiemy stawić im czoła. „Syn” jest filmem pełnym rozpaczy. Bo przecież każdy z jego bohaterów chce dobrze, jest gotowy na poświęcenia. Nicholas też próbuje wyrwać się z otchłani, przypomnieć sobie uczucie szczęścia. Ale przecież wszyscy zostaną tylko z przeraźliwym poczuciem bezsilności.

Czytaj więcej

Festiwal w Wenecji o tym, jak narasta złość, gniew i przemoc

- Wiele osób przeżywa podobne dylematy - powiedział na konferencji prasowej w Wenecji Florian Zeller. - Bardzo trudno podejmować decyzje w relacjach z dziećmi. A czasem właśnie stajemy się bezsilni.

Wspaniałą kreację jako ojciec tworzy w „Synu” Hugh Jackman.

- Kiedy czytałem scenariusz, poczułem, że wszystko we mnie w środku płonie. Aktor rzadko ma takie odczucie: to rola dla ciebie, musisz ją zagrać - mówił aktor w Wenecji.

Przyznał też, że praca przy filmie Zellera zmieniła jego własny stosunek o rodzicielstwa, że zaczął inaczej rozmawiać ze swymi dorastającymi już synami.

- Mam nadzieję, że „Syn” wzbudzi dyskusję na temat psychicznej kondycji ludzi nie dających sobie rady z rzeczywistością. I przypomni, że nie powinniśmy przeżywać trudnych chwil w samotności.

Przejmująco pełną niepokoju, żalu i bezsilności matkę zagrała w „Synu” Laura Dern. Świetny jest Zen McGrath jako Nicholas, a epizodyczną postać kompletnie egoistycznego i bezwzględnego dziadka Nicholasa gra Anthony Hopkins.

Czytaj więcej

Festiwal w Wenecji: Atrakcyjna samotność

Trudny film, który boli, zostaje w widzu, zmusza do refleksji na temat wartości życia.