„Kobiety filmu” odpowiedziały na apel Agnieszki Holland, która odbierają w Gdyni Złote Lwy za całokształt twórczości, mówiła: „Trudno mi dzisiaj cieszyć się naszym świętem, jeżeli sobie uświadamiam, że coś takiego dzieje się niedaleko od nas, na granicach naszego kraju. Że umierają tam ludzie, których jedynym grzechem jest to, że są inni oraz to, że chcą żyć bezpiecznie. I że gotowi są zaryzykować bardzo dużo. Nie mogę nie myśleć o tym, że dzieje się to niejako za  naszym przyzwoleniem. Naszą obojętnością, naszym lękiem, naszą bezradnością godzimy się na to. Nie będę mówić o polityce, wiem doskonale, że każde państwo ma prawo, by strzec swoich granic. Ale wiem również, że żadne demokratyczne państwo nie może pozwolić na to, by niewinni, bezbronni ludzie umierali na jego granicach. Umierali w milczeniu, jak bohaterowie moich filmów – w strachu, samotności, bez pomocy”. 


Zaczęło się od listu, którego sygnatariusze wzywają premiera Mateusza Morawieckiego do natychmiastowej reakcji na sytuację na polsko-białoruskiej granicy. Domagają się natychmiastowego dopuszczenia medyków i organizacji pomocowych do koczujących w lesie ludzi oraz zwołania okrągłego stołu humanitarnego. I podkreślają, że nie ma zgody na push-backi, których ofiarami są dzieci. W swoim liście piszą:
 „Aryas ma 8 lat, Arin ma 6 lat, Alas ma 4,5 roku, Almand ma 2,5 roku. Po raz ostatni widziano te dzieci 28 września, kiedy wraz z opiekunami i kilkunastoma innymi osobami zostały wywiezione spod budynku Straży Granicznej w podlaskim Michałowie. „Została wobec nich zastosowana procedura z rozporządzenia, czyli zostali doprowadzeni do linii granicznej” – przyznała rzeczniczka SG. Pod abstrakcyjnym określeniem „procedura z rozporządzenia” kryje się przemoc fizjologiczna: odmowa niesienia pomocy, pozbawienie dostępu do jedzenia i wody, skazanie na warunki uniemożliwiające przetrwanie, na traumy, choroby, śmierć. Przemoc fizjologiczna to po prostu forma agresji kierowana dziś przeciwko małym dzieciom, mężczyznom w stanie hipotermii, cudem odnalezionym, tonącym w bagnie kobietom. Przeciwko ludziom, którzy od wielu tygodni w przemoczonych, a wielu w zbyt lekkich na tę porę roku ubraniach; w temperaturach sięgających nocą zaledwie kilku stopni, koczują w polskich lasach bez możliwości dostępu do procedury azylowej i bez możliwości powrotu do domu. Nie zgadzamy się, by Aryas, Arin, Alas, Almand byli piłeczkami w geopolitycznym ping-pongu. Nie zgadzamy się, by jakiekolwiek dziecko skazane było na spędzenie choćby jednej nocy na gołej ziemi, w mokrej, zimnej puszczy. Od nas zależy, jaka Polska będzie im się w przyszłości śnić. O ile Aryas, Arin, Alas, Almand i inne dzieci przeżyją w lesie.


Dlatego apelujemy do Pana Premiera o przerwanie kryzysu humanitarnego, który ma miejsce na polsko-białoruskiej granicy i stanowczo domagamy się: 
Natychmiastowego dopuszczenia na teren objęty stanem wyjątkowym służb medycznych i organizacji pomocowych. 
Natychmiastowego dopuszczenia wszystkich osób migrujących do przewidzianych prawem procedur azylowych. W przypadku osób niekwalifikujących się do uzyskania ochrony międzynarodowej, wszczęcia wobec nich procedur powrotowych i odesłania, w sposób humanitarny i z poszanowaniem ich godności, do krajów pochodzenia.


Natychmiastowego zwołania przez Pana Premiera okrągłego stołu humanitarnego z udziałem przedstawicieli rządu, organizacji pomocowych, organizacji zajmujących się prawami człowieka i aktywistów, którzy wypracują propozycję rozwiązania obecnego kryzysu, a także wspólne dla wszystkich podmiotów procedury umożliwiające ich ścisłą współpracę na polsko-białoruskiej granicy.


W tym miejscu wzywamy szeregowych członków i członkinie PCK do śmiałego niesienia pomocy tam, gdzie jest dziś pilnie potrzebna. Zachęcamy Pana Premiera, by oficjalnie wsparł osoby chcące nieść pomoc pod auspicjami PCK, wbrew decyzjom Zarządu tej organizacji sprzeniewierzającego się szlachetnej misji tej instytucji.


Pragniemy także zwrócić uwagę na sytuację mieszkańców objętego stanem wyjątkowym pasa przygranicznego: pozostawionych samym sobie z lękiem i bezradnością; pozbawionych dostępu do rzetelnych informacji i wsparcia w sytuacji trwającego w ich najbliższym sąsiedztwie kryzysu humanitarnego. 
Każdy człowiek jest wyjątkowy. Żaden człowiek nie jest wyjątkiem”.


List środowiska filmowego został przekazany przez kancelarię premiera do ministra spraw wewnętrznych i administracji Mariusza Kamińskiego.

Czytaj więcej

Zuzanna Dąbrowska: Ktoś kiedyś znajdzie szczątki


„Kobiety filmu” nie poprzestały jednak na wystosowaniu listu. Czynnie pomagają, jeżdżą na granicę. Działają ofiarnie, niesamowicie szybko i skutecznie.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

— Doszliśmy do wniosku, że chcąc realnie na apel Agnieszki Holland odpowiedzieć musimy nawiązać kontakt i współpracę z NGO, które ratują uchodźców na miejscu, na Podlasiu – mówi Renata Czarnkowska-Listoś, szefowa Kobiet Filmu, świetna producentka m.in. filmów „Jestem mordercą”, „Ikar. Legenda Mietka Kosza”, „Bo we mnie jest seks”. – Właściwie oddaliśmy się do ich dyspozycji – nasze nazwiska, twarze, czas, bo oni wiedzą najlepiej czego potrzebują uchodźcy i jak najlepiej wesprzeć działania mające im pomóc. Nasze przedstawicielki są na miejscu, na co dzień pracują z osobami ratującymi życie, z Grupą Granica i przekazują nam ich potrzeby, sugestie.


Zorganizowały zrzutkę, która wciąż trwa. Za wpłacone pieniądze kupują ciepłe ubrania, kalosze i wszystko, co pomaga przetrwać w coraz większym chłodzie: ogrzewacze  i koce termiczne, latarki, czołówki, termosy. Także specjalistyczne racje żywnościowe. Żeby było taniej starają się kupować bezpośrednio u producentów. Do połowy października na konto ich zrzutki wpłynęło ponad 83 tysiące złotych, wydanych zostało 60 157 zł. Prowadzono też zbiórkę rzeczy. We własnym zakresie kobiety filmu zorganizowały  transport. Pierwsze dary zawieźli do  Michałowa m.in. aktorka Olga Bołądź i Krzysztof Zalewski. „Nie wchodzimy w politykę, nikogo nie oceniamy. Tylko kiedy widzimy zdjęcia małych dzieci, które są odsyłane nocą do zimnego lasu, to nie sposób przejść nad takim obrazkiem do porządku dziennego” - mówił muzyk.


Działa na granicy dokumentalistka Anna Zamecka, która jakiś czas temu przeprowadziła się do Puszczy Białowieskiej. To m.in. ona walczyła o to, by pogotowie mogło dojechać do umierającej w lesie kobiety. Teraz wspiera zbiórkę rzeczy prowadzoną w porozumieniu z Grupą Granica przez bałostocki PCK. Zbierane są cieple kurtki, bielizna termiczna, śpiwory (wszystko syntetyczne, nie z bawełny czy puchu), szaliki, czapki, rękawice, karimaty, a także latarki, baterie i powerbanki.


Dziś „kobiety filmu” chcą przyłączyć się do realizacji pomysłu jaki powstał w grupie facebookowej Rodzina bez granic, by w formie spotów filmowych przygotować kampanię społeczną na temat sytuacji na granicy.

— Po prostu robimy to, co powinno się wobec ludzkiego cierpienia robić – mówi zwyczajnie Renata Czarnkowska-Listoś.