Film powstał na motywach pochodzącej z 1967 roku powieści Thomasa Savage’a o dwóch braciach prowadzących razem rancho w Montanie. Phil jest przystojny, praktycznie to on prowadzi interes, w kurzu, który unosi się spod kopyt bydła dyryguje kowbojami. Ktoś rzuca, że jest też wykształcony, gra na gitarze. Tylko sfrustrowany i niedostępny.

„The Power of the Dog” to ciekawy, intrygujący film.

George z kolei jest korpulentnym, niezbyt rozgarniętym fajtłapą w garniturze, który nagle ożeni się z kobietą prowadzącą bar. I wprowadzi ją i jej dorastającego, neurotycznego syna do swojego zamożnego domu.

Tyle że Phil nie jest w stanie żony George’a zaakceptować, ignoruje i upokarza ją i jej syna – chudzielca, który woli robić sztuczne kwiaty niż podrywać dziewczyny. I tak jest do dnia, w którym Phil weźmie chłopca pod swoją opiekę, zacznie go uczyć poruszania się po twardym świecie kowbojskiej Montany.

Czytaj więcej

Film o Grzegorzu Przemyku polskim kandydatem do Oscara

Akcja „The Power of a Dog” toczy się w latach dwudziestych XX wieku, ale krajobraz sprawia, że nie wydaje się odległy w czasie. Pokazuje społeczność pełną uprzedzeń do inności, akceptującą jeden wzór męskości. Ale to nie jest „Brokeback Mountain” - Phil nigdy nie przyzna się do swojego homoseksualizmu. Dorastający chłopak też nie rozumie siebie samego. Frustracja i agresja wybuchają z ogromną siłą.

To wielka szkoda, że dziewczyny wciąż nie są w kinie dostatecznie reprezentowane. Że wciąż brakuje kobiecego głosu i spojrzenia na świat.

Jane Campion

A to jeden tylko z wątków tego nietypowego westernu. Campion misternie rysuje na ekranie portrety ludzi, którzy nie dają sobie rady ze sobą o światem. Z opresyjną kulturą, która ich otacza. Idzie odważnie, pozostawia tajemnice. Przypomina, że relacje między ludźmi nawet w pozornie prostym świecie nie są proste. Nie bez powodu trzeba zapamiętać słowa chłopca padające na początku filmu. O tym, że nie byłby mężczyzną, gdyby nie bronił matki.

„The Power of the Dog” to ciekawy, intrygujący film.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Czytaj więcej

Grecki kompozytor Mikis Theodorakis, fotografia z 2017 r.
Grecja w żałobie. Nie żyje Mikis Theodorakis, autor muzyki do filmu "Grek Zorba"

Jane Campion jest jedną z pięciu reżyserek, których filmy zostały zakwalifikowane do weneckiego konkursu głównego. Jest też jedną z dwóch kobiet, które zdobyły canneńską Złotą Palmę i jedną z siedmiu, które dostały nominację do Oscara za reżyserię. Podczas konferencji prasowej powiedziała:

— Jeśli tylko dziewczyny dostaną szansę, to nic ich nie powstrzyma. To wielka szkoda, że wciąż nie są w kinie dostatecznie reprezentowane. Że wciąż brakuje kobiecego głosu i spojrzenia na świat. Kobiety myślą trochę inaczej i to jest właśnie piękne. Na szczęście pierwsze zmiany przyniosło już #metoo. Oznaczał ono dla nas coś w rodzaju zburzenia muru berlińskiego czy końca Apartheidu.

Teraz okazuje się, że owo kobiece spojrzenie może wnieść wiele nawet do tak „męskiego” gatunku jak western. Przekonała już o tym widzów Kelly Reichardt w „Meek’s Cutoff”, teraz potwierdza to Campion.