Reklama

Gruzin zakochany w Paryżu

Piękna opowieść o tym, że w każdym wieku, w każdych okolicznościach i w każdym momencie można cieszyć się życiem

Publikacja: 26.09.2008 01:16

Vincent (Severin Blanchet) uwolniony od kieratu pracy odnajduje radość życia

Vincent (Severin Blanchet) uwolniony od kieratu pracy odnajduje radość życia

Foto: against gravity

Kariera 74-letniego ulubieńca krytyków, Gruzina Otara Iosselianiego, nie zaczęła się szczęśliwie. Zrealizowany w 1962 roku „Kwiecień” zatrzymała radziecka cenzura, a on sam – zniechęcony – porzucił sztukę i zarabiał jako rybak i robotnik w zakładach metalurgicznych. Wrócił jednak do kina. Oficjalnie zadebiutował w 1966 roku „Listopadem”, ale stawał za kamerą rzadko. Nakręcona w połowie lat 70. „Pastorałka” znów przez sześć lat leżała na półkach. Gdy wyjechał z nią w 1982 roku na festiwal do Berlina, a krytycy uhonorowali go wyróżnieniem, postanowił zostać na Zachodzie, w Paryżu.

Iosseliani przepięknie potrafi opowiadać o małych społecznościach i obserwować ludzi. Jest wyczulony na wszelkie przejawy ograniczania wolności, a przy tym nie jest zakochany ślepo w świecie, do którego trafił z ZSRR.

Forman mawiał, że w Czechosłowacji czuł się zamknięty w ciasnej, ale bezpiecznej klatce, na Zachodzie zaś wypuszczono go do dżungli – mógł robić, co chciał, jednak zewsząd czyhało niebezpieczeństwo. Iosseliani poszedł dalej. Przestrzegał przed systemami totalitarnymi (choćby w uhonorowanym w 1996 roku w Wenecji Nagrodą Specjalną Jury „Brigands”), ale też wielokrotnie pokazywał, że wolność, jaką się upaja Zachód, ma swoje granice. Że limitują ją definicje sukcesu, wybujałe ambicje. Praca może zamienić się w kierat, w którym giną zwykłe radości.

Niedawno „Rz” polecała w swojej filmowej kolekcji „W poniedziałek rano” Iosselianiego. W filmie tym Vincent – mężczyzna w średnim wieku – zmęczony codzienną rutyną, zamiast do monotonnej roboty w fabryce, z chlebakiem i butelką wina wyrusza w świat. Jest facetem bez wielkich perspektyw i ambicji, który idzie na spotkanie wolności.

Bohater „Ogrodów jesieni”, też o imieniu Vincent, to człowiek z przeciwległego krańca społecznej drabiny. Minister francuskiego rządu, człowiek sukcesu. Prowadzi intensywne, ciekawe życie, bawi się, ma władzę i kochankę. Ale wszystko kończy się, gdy pod wpływem protestów rolników zmuszony jest ustąpić ze stanowiska. W jednej chwili traci wszystko: poczucie siły, kobietę, rutynę dnia codziennego. Jego gabinet zajmuje nowy minister, który wprowadza się z własnymi gadżetami i z własnym pojęciem sukcesu.

Reklama
Reklama

A Vincent upodabnia się do swojego imiennika z „W poniedziałek rano”. Zaczyna szukać nowego sposobu na życie. A właściwie życie od nowa odkrywa. Zanurza się w Paryż, o jakim dawno zapomniał, w kafejki, gdzie można pić wino z przyjaciółmi, ulice, na których ludzie na siebie wiecznie wpadają. Uwolniony od atrakcyjnego, ale jednak kieratu, oddaje się muzycznym pasjom. I odwiedza matkę, graną brawurowo przez... Michela Piccolego.

W „Ogrodach jesieni” w cudowny sposób łączy się francuskie umiłowanie życia z gruzińskim, a liryzm podpatrzonych sytuacji miesza się z nieco surrealistycznym poczuciem humoru reżysera. Piękne kino.

„Ogrody jesieni”. Włochy, Francja, Rosja, 2006. Reż.: Otar Iosseliani. Wyk.: Severin Blanchet, Jacynthe Jacquet, Otar Iosseliani, Michel Piccoli. Dystrybucja Against Gravity

Film
Nie żyje Frederick Wiseman, wybitny dokumentalista
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Film
Nie żyje Jerzy Słonka. U Barei reprezentował brygadę młodzieżową, sprawdzał „ledykimację”
Film
Berlinale 2026: represje dla niepokornych i listy proskrypcyjne
Film
Nie żyje Robert Duvall, consigliere z „Ojca chrzestnego”
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama