Tu Maddin przyszedł w 1956 roku na świat, wychował się i mieszka do dziś. W filmie symbolicznie próbuje zerwać więź łączącą go z miastem, ale nawet mentalna ucieczka okazuje się niemożliwa. Winnipeg to część jego tożsamości.

Narratorem jest mężczyzna, który wsiada do pociągu, by wyjechać z rodzinnych stron. Jednak nie potrafi się uwolnić od towarzyszących mu obrazów związanych z Winnipeg. Miasto jest obecne w jego podświadomości, wspomnieniach z dzieciństwa, snach. Tak zaczyna się opowieść, którą Guy Maddin nazwał dokumentalną fantazją. Łączy w niej prawdę z fikcją, kronikę z miejską legendą. Psychoanalizę z kinem.

„Moje Winnipeg“ jest strumieniem fantasmagorycznych scen. W jednej z nich widzimy np. spłoszone przez pożar stado koni, które zimą 1926 roku zamarzły w rzece. Ponad taflę lodu wystawały jedynie ich łby. W tej dramatycznej scenerii mieszkańcy Winnipeg urządzali pikniki! W innej scenie bohater śni o swojej matce, która rządzi miastem niczym mityczna bogini.

Obowiązuje logika snu. Nawarstwiają się skojarzenia, symbole. Ich nadmiar może z początku widza przytłoczyć, a potok słów narratora – znudzić. Warto jednak wytrwać.

Maddin nasyca swoją dokufantazję ironicznym humorem. Ma dystans do własnych wspomnień i wypływających z podświadomości wyobrażeń. A przy tym kapitalnie potrafi bawić się formą. Doprawia też całość baśnią i szczyptą grozy.

Film jest jednak nie tyle surrealistyczną opowieścią o ukochanym mieście, ile podróżą reżysera w głąb siebie. Konfrontacją ze skrywanymi lękami i pragnieniami. Ten wręcz intymny obraz to dla miłośników magii kina lektura obowiązkowa.

[i]Kanada 2007, reż. Guy Maddin, wyk. Darcy Fehr, Ann Savage, Amy Stewart, Louis Negin [/i]