Lubię szczerość w kinie i kiedy twórca prezentuje taką samą postawę na ekranie i poza nim. Ken Loach jest bezkompromisowy zarówno w obyczajowych fabułach społecznych, jak i historycznych, a imperium brytyjskie nazywa „pomnikiem wystawionym wyzyskowi i podbojom", odmówiwszy przyjęcia najwyższego odznaczenia państwowego. Zgadzam się z nim także co do tego, że „krytykowanie rządu to demokratyczny obowiązek". Ale Loach nie tylko podważa autorytety, lecz przede wszystkim głęboko porusza widza a czasem podnosi go na duchu.