Reklama

Perwersja uratuje polskie kino?

W latach 80. XX w. kino PRL-owskie za gwarancję sukcesu uważało tzw. momenty. Dziś koncept powraca, ale normalny seks już nie wystarcza. Trzeba jeszcze złamać jakieś tabu
„Bez wstydu” Filipa Marczewskiego reklamowano jako opowieść o „grzesznej miłości brata i siostry”

„Bez wstydu” Filipa Marczewskiego reklamowano jako opowieść o „grzesznej miłości brata i siostry”

Foto: Kino Świat

Tekst z tygodnika "Uważam Rze"

Fajny film wczoraj widziałem". „Momenty były?" – ten kabaretowy dialog z radiowej Trójki zapadł na zawsze w pamięć kinomanów, których początki fascynacji kinem przypadły na czas późnego PRL. W owym czasie najlepszą gwarancją podniesienia frekwencji na sali była plotka o tym, że „są momenty", że „robią to" albo że znana aktorka pokazuje to i owo. Golizna była przecież w PRL rarytasem, tak samo jak oryginalne dżinsy, oryginalne camele, filmy z Jamesem Bondem i inne wyziewy zgniłego Zachodu.

Pozostało jeszcze 95% artykułu

Zabookuj najlepsze treści na wakacje!

Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.

Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.

Promocja dotyczy subskrypcji RP.PL na rok.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama