Hobbit Bilbo Baggins w towarzystwie 13 krasnoludów i czarodzieja Gandalfa podejmuje podróż, by pokonać smoka Smauga. Po drodze trafia mu się nieco przygód z udziałem istot jeszcze bardziej dziwnych niż jego drużyna. Wszystko w pięknych okolicznościach przyrody. I już. To w zasadzie wyczerpuje zawartość filmu Petera Jacksona.
Napisawszy to, skazuję się na śmierć cywilną. Kiedy coś podobnego napisałem przed dziesięciu laty o „Władcy pierścieni", poczta internetowa zatkała mi się od bluzgów (mało powiedziane!) w wykonaniu fanów (też mało powiedziane!) J.R.R. Tolkiena, którzy zobaczyli w tamtym filmie to, czego nie zobaczyłem ja. Więc tym razem staram się bardziej.