Podczas gali Europejskich Nagród Filmowych „Ida" szła jak burza. W Ameryce, zagraniczni dziennikarze akredytowani w Hollywood, opowiedzieli się za „Lewiatanem".
Jest czas polityki. Czuło się to podczas całej gali prowadzonej przez Tinę Frey i Amy Poehler. „Je suis Charlie" — powiedział ze sceny Jared Leto. George Clooney, Diane Kruger, Kathy Bates czy Helen Mirren też demonstrowali podobne napisy. „Przeciwstawiamy się wszystkim, którzy atakują wolność słowa na całym świecie — od Paryża do Korei Północnej — stwierdził prezes Hollywoodzkiego Stowarzyszenia Prasy Zagranicznej.
„Ida", która triumfalnie szła przez cały ubiegły rok przez świat i odebrała już około 70 różnych nagród, tym razem musiała uznać wyższość rosyjskiego „Lewiatana". To znakomite kino. I polityczne. Bo Zwiagincew portretuje człowieka samotnie walczącego przeciwko miejscowej władzy, wspieranej na dodatek przez kościół. Pokazuje też Rosję. Skorumpowaną, utopioną w wódce, pełną hipokryzji. Wszyscy są tu unurzani w brudzie, nikogo nie dziwi, że policjant prowadzi samochód po alkoholu, a mer miasteczka to szuja, która nie ukrywa swoich powiązań z biznesem. Życie ludzkie się nie liczy, prawda nie istnieje, cel uświęca środki, a górą są ci najbardziej cyniczni, niemający skrupułów. Jednostka musi przegrać.
„To historia zwykłego człowieka, który walczy z systemem" — podkreślał Andriej Zwiagincew podczas niedawnego seminarium nominowanych, jakie odbyło się w Graumans Egyptian Theatre, siedzibie amerykańskiej Cinemateque przy Hollywood Boulevard
„Ida to opowieść o poszukiwaniu tożsamości — mówił na tej samej prezentacji Paweł Pawlikowski i dodawał:
— Komedia, dramat, strach są bardzo blisko siebie. W jednym momencie człowiek może się śmiać, a za chwilę nie wie, co ze sobą zrobić.
Czarno-biały obraz o bardzo wysokich walorach artystycznych zgarnął liczne nagrody amerykańskich krytyków, ale mieszkający w Hollywood dziennikarze ze świata opowiedzieli się za kinem otwarcie politycznym, otwierającym im widok na współczesną Rosję, z której ekspansją Zachód dzisiaj jawnie walczy kolejnymi sankcjami.
Natomiast historia o dojrzewaniu wygrała konkurencję na własnym podwórku. Za najlepszy film dramatyczny roku członkowie HEPY uznali „Boyhood" Richarda Linklatera. Film kręcony przez kilka dni w roku przez 12 lat, podczas których bohaterowie dorastają i zmieniają się, ale też zmienia się Ameryka. Richard Linklater dostał nagrodę za reżyserię, a grająca matkę Patricia Arquette została uznana za najlepszą aktorkę dramatyczną. Co ciekawe, w pobitym polu „Boyhood" zostawił cztery filmy oparte na faktach: „Foxcatchera", „Grę tajemnic", „Salmę" i „Teorię wszystkiego".
Złoty Glob dla najlepszego filmu komediowego przypadł obrazowi Wesa Andersona „Grand Budapest Hotel", a faworyzowana satyra na Hollywood „Birdman" Alejandro Gonzalesa musiała zadowolić się Globem za scenariusz.
Wśród aktorów pierwszoplanowych triumfowali: Julianne Moore („Still Alice") i Eddie Redmayne (Teoria wszystkiego") w dramacie oraz Amy Adams („Wielkie oczy") i Michael Keaton („Birdman") w komedii. Tytuły najlepszych aktorów drugiego planu przypadły wspomnianej już Patricii Arquette i J.K.Simmonsowi w „Whiplash".