Reklama

Krzysztof Adam Kowalczyk: Szczypta optymizmu

Dla wielu firm kryzys i hibernacja gospodarki stały się silnym impulsem do szukania nowych strategii i szans rynkowych. To one staną się przyszłymi czempionami błyszczącymi na kolejnych Listach 500 „Rzeczpospolitej".
Krzysztof Adam Kowalczyk: Szczypta optymizmu

Foto: Stockphoto

Mój śp. ojciec przez całe lata pytał mnie: „Synu, kiedy będzie lepiej?". Zwykle mówiłem: „Przecież jest lepiej", bo i polska gospodarka z roku na rok rosła. Gdyby tata dziś żył, musiałbym mu tym razem odpowiedzieć: „Lepiej już było". Publikowana przez „Rzeczpospolitą" Lista 500 największych przedsiębiorstw polskich jest zbiorową fotografią z czasów prosperity, kiedy PKB rósł w imponującym tempie 4–5 proc. Czasów, które dziś wydają się odległą przeszłością.

Mam nadzieję, że za rok, gdy kolejna Lista 500 pokaże zgliszcza po Covid-19, też będzie już tylko fotografią z przeszłości, a gospodarka będzie się szybko piąć w górę, odrabiając straty. Są na to duże szanse, bo, po pierwsze, ten kryzys nie ma przyczyn ekonomicznych, a po drugie, Europa sięga po naprawdę ciężką amunicję do walki ze spowolnieniem i jest szansa, że z takim respiratorem gospodarka przetrwa koronawirusa. W każdym razie ekonomiści na 2021 r. wróżą krajom Starego Kontynentu powrót do wzrostu PKB. I chwalą umożliwiające to szybkie działania antykryzysowe – zarówno na szczeblu unijnym, jak i w poszczególnych krajach UE, w tym w Polsce.

Wygląda na to, że u nas w kraju sprawdza się wsparcie dla pracujących w skróconym czasie pracy. Jego prawzór stosowany w Niemczech sprawił, że w czasie kryzysu w latach 2008–2009 bezrobocie wzrosło tam tylko nieznacznie, choć PKB spadł łącznie o 5 proc. Najświeższe informacje z polskiego rynku pracy wskazują, że liczba nowych bezrobotnych była w kwietniu mniejsza niż przed rokiem. Oznacza to, że firmy raczej nie zwalniały i wolały sięgnąć po „postojowe" lub wysłać ludzi na urlopy. Mają w pamięci, jak jeszcze kilka miesięcy temu musiały bić się o fachowców, więc teraz się ich tak łatwo nie pozbywają.

W przerzuceniu pomostu nad kryzysem pomagają rządowe tarcze. Najwięcej skarg jest na wsparcie idące przez urzędy pracy, które utonęły pod tsunami wniosków. Lepiej sprawa wygląda w ZUS, choć sam znam ludzi, do których 2 tys. zł zasiłku jeszcze nie dotarło. Najlepiej radzi sobie PFR, który postawił na przyjmowanie via banki wniosków wyłącznie elektronicznych i automatyczne porównywanie z danymi z urzędów skarbowych i ZUS. Tu przelewy płyną najszybciej, ale jak pokazują nasze dzisiejsze rozmowy z rzecznikiem przedsiębiorców i wiceszefem mBanku, wiele firm nie składa wniosków, bo przepisy są niejasne, a część dostaje odmowę, bo algorytmy nie widzą niuansów ich sytuacji.

Reklama
Reklama

Pomoc płynąca do gospodarki w ramach tarcz ma jeszcze jeden aspekt: jednakowo przedłuża życie zarówno firm dobrych, świetnie zarządzanych, którym nogi podciął Covid, jak i zwijających się, które jeszcze w czasie prosperity nie dawały sobie rady z powodu słabego zarządzania lub złego modelu biznesowego. Paradoksalnie koronawirus dał im szansę, a pomoc państwa przedłuży agonię.

Na drugim biegunie są te przedsiębiorstwa, które kryzys skłonił nie tylko do działań obronnych, ale – jak wynika z badań Akademii Leona Koźmińskiego – którym dodał energii i dla których stał się impulsem do poszukiwania zupełnie nowych strategii i szans rynkowych. Te firmy nie dość, że wyjdą z pandemii obronną ręka, to jeszcze staną się kiedyś nowymi czempionami, których zobaczymy w kolejnych Listach 500 „Rzeczpospolitej".

Ekonomia
Jest zgoda na budowę ekspresówki pod Warszawą. Powstanie 9 km nowej drogi
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Ekonomia
Znalazł sposób na wyższy zwrot kaucji. Tak ten mężczyzna zarabia na butelkach
Ekonomia
To ma być powrót do przeszłości. PKP Intercity podało pierwsze trasy
Ekonomia
Wystawne kolacje i lekcja upadku. Nowy biznes Janusza Palikota
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama