Strefa euro może działać podobnie do systemu bankowego – każdy robi swoje interesy, ale w granicach ostrych reguł i z centralnym systemem wsparcia płynnościowego.Tymczasem coraz częściej można przeczytać, że strefa euro nie przetrwa, jeżeli nie stanie się wielkim superpaństwem, które zabierze rządom narodowym gros ich kompetencji i suwerenności. Szczególnie po ostatnim szczycie francusko-niemieckim. Padły tam pozornie mocne, ale realnie mało znaczące deklaracje o powstaniu quasi-rządu gospodarczego czy o harmonizacji polityki podatkowej.
Nic z nich nie będzie, służyły bowiem jedynie wsparciu pozycji Nicolasa Sarkozy'ego na francuskiej scenie politycznej oraz wytworzeniu wrażenia, że politycy reagują na kryzys. W Europie nie będzie nigdy harmonizacji podatków i jednego rządu, gdyż jest to niepotrzebne. Ale za kulisami wykuwają się różne koncepcje integracji gospodarczej w strefie euro, którym warto się przyjrzeć. W jakiejś formie po długich i bolesnych zmianach te koncepcje będą zapewne realizowane, a Polska powinna bardziej aktywnie zabierać głos w tej sprawie.
Europa podzieliła się na dwa obozy. Z jednej strony stoją Niemcy, którzy naciskają na wprowadzenie twardych reguł fiskalnych do krajowych konstytucji oraz ostrych sankcji za ich łamanie. W tej akurat sprawie szczyt przyniósł ważną konkluzję: do lata 2012 r. wszystkie kraje mają zobowiązać się do wprowadzenia reguł ograniczających zadłużenie do swoich konstytucji. Postulat jak najbardziej leży w naszym interesie, gdyż Polska takim wpisem konstytucyjnym już dysponuje. Jednocześnie Niemcy i ich sojusznicy sprzeciwiają się udzielaniu dalszych kredytów czy gwarancji państwom peryferyjnym Europy. Uważają, że groziłoby to zbyt łatwym dostępem do finansowania i zbyt silnymi bodźcami do zadłużania się.
Z drugiej strony jest zróżnicowana grupa polityków, ekonomistów i publicystów z różnych krajów, którzy nawołują Niemcy do łagodniejszego traktowania rządów, które podejmują wysiłek reform, ale zmagają się z odpływem kapitału. Chodzi o to, żeby Berlin zgodził się na emisję euroobligacji lub podwojenie europejskiego funduszu stabilizacyjnego. Ta grupa większy nacisk kładzie na zwiększenie wspólnej odpowiedzialności za zadłużenie, twierdząc, że w strefie euro nawet ambitne rządy podejmujące odpowiedzialne reformy mogą się zmagać ze stopami procentowymi przekraczającymi możliwości danej gospodarki.
*
Wydaje się, że możliwe byłoby pogodzenie tych dwóch grup. Elity krajów peryferyjnych doskonale rozumieją potrzeby zmian strukturalnych, elity niemieckie zaś są coraz bardziej przychylne koncepcji euroobligacji. Kluczowe wyzwanie dla polityków to przekonać wyborców oraz uniknięcie wrażenia, że ulega się naciskom innych. Jeżeli połączy się obie koncepcje, strefa euro będzie mogła działać podobnie do systemu bankowego. Analogia jest oczywiście ograniczona, ale chodzi o system niezależnych podmiotów, które działają według ostrych reguł i posiadają wspólny mechanizm wsparcia płynnościowego.