Bank inwestycyjny Goldman Sachs poinformował, że zmienia nastawienie do polskiej waluty. Jeszcze w grudniu zalecał sprzedawanie złotego i czeskiej korony. Dziś przyznaje, że złoty jest niedowartościowany o ok. 15 proc.

– Osłabienie walut Europy Wschodniej przestaje być związane z sytuacją gospodarczą, a staje się wynikiem gry spekulacyjnej. Nie zamierzamy dłużej brać w tym udziału – napisali analitycy Goldman Sachs w nocie opublikowanej przez agencję Bloomberg. Jednocześnie przyznali, że – uwzględniając koszt pieniądza – bank zarobił na grze walutami naszego regionu 8 proc.

– Taka informacja w połączeniu z tym, co zrobił rząd, czyli sprzedażą euro z UE na rynku, wywoła reakcję innych instytucji finansowych – mówi Ryszard Petru, ekonomista. – Rekomendacje Goldman Sachs są uważnie czytane w Londynie – potwierdza Bartosz Pawłowski, strateg londyńskiego TDC Securities.

Jeszcze kilka dni temu Merrill Lynch prognozował osłabienie złotego do poziomu przekraczającego 5 zł za euro, kontrowersyjne prognozy publikował także bank JP Morgan.

Poprawę nastrojów widać było podczas czwartkowej sesji na rynku walutowym – duże zagraniczne instytucje znów kupowały polską walutę. W efekcie euro w czwartek potaniało o 8 groszy, a od poniedziałkowego dołka aż o 27 groszy. Ale już po południu inwestorzy w Londynie rozpoczęli wyprzedaż złotego – w efekcie o godz. 18 euro kosztowało 4,74 zł, choć kilka godzin wcześniej wyceniane było na 4,65 zł. – Po południu mieliśmy korektę porannych zwyżek – tłumaczy Jan Koprowski, diler BNP Paribas. Ale dilerzy przyznają, że coraz więcej instytucji chętnie kupuje polską walutę. Co pomogło złotemu? Przede wszystkim udana wymiana euro na złotego przeprowadzona w środę przez rząd, wsparta sygnałami płynącymi ze świata, że region Europy Środkowo-Wschodniej nie będzie pozostawiony sam sobie.

– W takim tonie wypowiadały się Komisja Europejska czy Bank Światowy. Poza tym Ministerstwo Finansów pokazało, że umie wymieniać waluty na rynku. Choć początek w postaci deklaracji premiera Tuska nie był najlepszy, to potem już było tylko lepiej – mówi Ryszard Petru. Pozytywny wpływ miała deklaracja o wejściu do mechanizmu ERM2.

Ale odbicie nie oznacza, że polska waluta będzie teraz tylko zyskiwać na wartości. – Ciągle jest problem z naszym regionem. Jeżeli Ukraina wpadnie w większe kłopoty, odbije się to na złotym – mówi Ryszard Petru.

– Przed nami kilka miesięcy wahań kursu. Możliwe, że znów podejdziemy pod 4,90, i możliwe, że tam rząd znów będzie sprzedawał euro. Ale najgorsze – jeżeli chodzi o niepewność na rynku – chyba jest już za nami – mówi Marcin Żółtaniecki.