W kontekście problemów, z jakimi borykają się te kraje, receptą jest dostosowanie realne, tzn. obniżenie realnego poziomu płac. Problem polega na tym, że jest to proces bolesny ekonomicznie i społecznie. Jak bardzo – pokazuje przykład Łotwy, która stojąc w obliczu takich samych wyzwań, zdecydowała się na terapię szokową. Gwałtowne dostosowanie po stronie dochodów przełożyło się tam na głęboką recesję. Oczywiście można rozłożyć dostosowanie w czasie (np. utrzymując wzrost płac poniżej inflacji, co prowadzi do realnego dostosowania), ale w tym przypadku przywracanie konkurencyjności trwa znacznie dłużej, co z reguły oznacza lata stagnacji gospodarczej.
[srodtytul]Euro na razie nie dla nas?[/srodtytul]
Doświadczenia ostatnich miesięcy związane z funkcjonowaniem strefy euro będą mieć daleko posunięte implikacje dla krajów takich jak Polska, aspirujących dopiero do członkostwa w strefie. Warto zwrócić uwagę na wiele podobieństw między gospodarką polską a np. hiszpańską w momencie wchodzenia przez nią do europejskiego mechanizmu walutowego, a następnie strefy euro. Co więcej, zalążki wielu procesów, które doprowadziły do obecnych problemów Grecji, Hiszpanii czy Portugalii, można było zaobserwować w Polsce w latach 2006 – 2008 (boom kredytowy, rosnąca siła przetargowa pracowników, ociąganie się z reformą finansów publicznych). Euro mogłoby je tylko zintensyfikować.
Na szczęście te negatywne zjawiska nie narosły jeszcze do rozmiarów powodujących poważne problemy, a globalny kryzys większość tych procesów zastopował. Przewrotnie można powiedzieć, że globalny kryzys dał nam czas na przemyślenie, czy chcemy nadal podążać drogą wytyczoną w przeszłości przez Grecję, Hiszpanię czy Portugalię (kredytowy, płacowy i konsumpcyjny boom zakończony kacem związanym z utratą międzynarodowej konkurencyjności). Mamy szansę być mądrzejsi o doświadczenia ostatnich miesięcy i lepiej się przygotować na członkostwo w strefie euro.
Aby zapobiec powtórzeniu się negatywnego scenariusza i odnieść trwałe korzyści z euro trzeba: I) wybrać właściwy czas na wejście do strefy euro (na dziś różnice w poziomie cen i dochodów są zbyt duże), II) stworzyć mechanizmy swego rodzaju kontroli rozwoju rynku kredytowego (tak, aby nie miał on nadmiernie procyklicznego charakteru), III) wynegocjować korzystny parytet wymiany złotego na euro, IV) gruntownie zreformować finanse publiczne, zapewniając spory bufor bezpieczeństwa, jeśli chodzi o poziom deficytu i długu publicznego, V) prowadzić politykę gospodarczą zapewniającą elastyczność strony podażowej kluczowych rynków (tj. rynek nieruchomości), by w ten sposób ograniczyć spekulacyjny wzrost cen.