W minionym tygodniu indeks rynków wschodzących stracił 3 proc. Była to największa tygodniowa przecena od trzech miesięcy.
Wpływ na to miała przede wszystkim rosnąca awersja do ryzykownych aktywów – głównie surowców. Odwrót inwestorów z tego segmentu rynku odbił się czkawką na giełdach.
Do łask wrócił natomiast uznawany za bezpieczną walutę dolar, który zyskał przeszło 2 proc. Dodatkowo graczy wciąż niepokoi wysoka inflacja, która zmusza do zaostrzania polityki pieniężnej przez banki centralne. Konsekwencją tego może być spadek zysków przedsiębiorstw.
Wprawdzie trend rosnący na rynkach wschodzących trwa, ale indeks znalazł się w dość istotnej z technicznego punktu widzenia strefie (1160 – 1170 pkt). Jej pokonanie może pogłębić korektę.
Pojawiają się opinie części analityków, że pieniądze wycofywane z rynków surowcowych mogą zostać zainwestowane na giełdach krajów wschodzących. Na razie jednak takiej korelacji nie widać.
Inwestorów nie rozpieszczały również informacje makro z największych gospodarek rozwiniętych, które dają bardzo mieszane sygnały. Wprawdzie w piątek lepsze od prognoz dane z amerykańskiego rynku pracy poprawiły nieco nastroje na giełdach, ale główne problemy – inflacja i ceny surowców – nie znikły.
Wśród giełd, które traciły najmocniej, znalazła się rosyjska. Indeks MICEX spadł o 3,5 proc., do poziomu z grudnia. Tym samym dołączył do wskaźników, które w tym roku są na minusie.
Zważywszy, że rosyjski indeks tworzą głównie spółki surowcowe, nie ma się co dziwić, iż spadek był tak głęboki. Dość powiedzieć, że w minionym tygodniu wskaźnik cen surowców (CRB) stracił prawie 8 proc. Dodatkowo negatywny wpływ na poczynania inwestorów miała podwyżka stóp procentowych przez rosyjski bank centralny. Po prawie 10 proc. straciły akcje Gazpromu czy Siewierstalu.