USA odpowiedziały na głęboką recesję z lat 2008 – 2009 tnąc podatki i zwiększając wydatki rządowe. W rezultacie deficyt przekroczył bilion dolarów, czyli prawie 10 proc. PKB. Amerykańska gospodarka przyspieszyła, choć umiarkowanie i w tym roku Waszyngton podniósł podatki i pozwolił na automatyczne cięcie wydatków. W efekcie deficyt gwałtownie spadł.
Europejscy politycy przyjęli odmienne podejście wobec Grecji, Irlandii i innych krajów dotkniętych kryzysem. Naciskali na podwyższenie podatków i ograniczenie wydatków, warunkując tym przyznanie nadzwyczajnych kredytów pomocowych, co pogłębiło i tak już dotkliwą recesję. Europa miała nadzieję, że kraje te zreformują swój rynek pracy, by poprawić perspektywy rozwojowe, a rosnący popyt ze strony USA i rynków wschodzących pomoże dzięki eksportowi wyciągnąć podupadłe gospodarki z zapaści.
Politycy nie docenili jednak skali problemów związanych z sektorem bankowym i nieruchomościowym w większości krajów Europy Południowej i zanadto liczyli na dobroczynny wpływ zagranicznego popytu, twierdzą analitycy. Krótko mówiąc: fiskalne zaciskanie pasa jest bezowocne, jeżeli gospodarka się nie rozwija. Łączne zadłużenie strefy euro wzrosło w I kwartale o 150 mld euro, do 8,75 bln euro, podała w poniedziałek Unia Europejska.
Stanowi to równowartość 92,2 proc. PKB strefy euro, wobec 90,6 proc. w IV kwartale. Pięciu spośród 17 członków unii walutowej – Irlandia, Grecja, Włoch, Belgia i Portugalia – dźwiga zadłużenie większe niż cała ich gospodarka.
Najsłabsze państwa europejskie mają jednak ograniczone pole manewru z powodu połączenia zasad deficytu i warunków, na których została im przyznana nadzwyczajna pomoc. Nawet gdyby chciały prowadzić bardziej ekspansywną politykę, nie mogą tego zrobić bez błogosławieństwa międzynarodowych kredytodawców, w tym Niemiec i innych państw europejskich, a także Międzynarodowego Funduszu Walutowego.
Komisja Europejska dała członkom strefy euro więcej czasu na zrealizowanie celów związanych z redukcją deficytu. Wciąż jednak polityka fiskalna będzie hamować wzrost PKB w tym i przyszłym roku, powiedział ekonomista J.P. Morgan, Greg Fuzesi, choć w mniejszym stopniu niż w ostatnich latach.