Szefowa łotewskiego MSZ: Nie jest tak, że wszyscy rosyjskojęzyczni są nielojalni

Wśród rosyjskojęzycznych podejście do rosyjskiej wojny na Ukrainie jest inne, niż wśród osób posługujących się językiem łotewskim. Nie jest całkowicie odmienne, ale widać różnicę ilościową - mówi „Rzeczpospolitej” Baiba Braže, szefowa dyplomacji Łotwy.

Publikacja: 23.06.2024 14:14

Szefowa MSZ Łotwy Baiba Braže

Szefowa MSZ Łotwy Baiba Braže

Foto: PAP/EPA

Rządy łotewskie nigdy nie chciały mieć w swoim składzie partii mniejszości rosyjskiej, choć zdobywała w przeszłości dużo mandatów, około jednej czwartej. Czyli to, co inni nazywają skrajną prawicą, jest dla was lepsze od partii rosyjskiej, choć ona należy do mainstreamowej europejskiej partii socjalistów?

Mam pan zapewne na myśli Partię Zgoda. Miała nawet mera Rygi, Nilsa Ušakovsa, ale musiał ustąpić ze względu na skandale korupcyjne. W ostatnich wyborach do parlamentu łotewskiego (w 2022 roku), poniosła klęskę. Rozpadła się. Ale Ušakovs pozostał jako marka i teraz zdobył mandat do PE. On nazywa się socjaldemokratą. Dla obywateli bardzo ważne jest to, że Ušakovs miał problemy ze stwierdzeniem, że Łotwa była krajem okupowanym od 1940 do 1990 roku, zajęło mu sporo czasu, aż uznał, że faktycznie była to okupacja sowiecka. Także wypowiedzi tego środowiska na temat wojny Rosji przeciw Ukrainie nie były tak jednoznaczne, jak ludzie by chcieli usłyszeć, że to agresja i pogwałcenie wszystkich podstawowych praw międzynarodowych. Są inne partie rosyjskie, np. Rosyjski Związek Łotwy, który miał posłankę w poprzednim PE Tatjanę Ždanokę, wobec której toczy się śledztwo w sprawie działalności w roli agenta wpływu Rosji.

Czytaj więcej

Andrzej Łomanowski: A jeśli jutro będzie wojna Rosji z NATO?

Nie ma problemu z lojalnością Rosjan i rosyjskojęzycznych? Stanowią prawie jedną czwartą ludności Łotwy.

W czasie okupacji sowieckiej skład ludności na Łotwie uległ znaczącym zmianom. Przed nią, w 1939 r. na Łotysze stanowili 80 proc., a po zakończeniu okupacji sowieckiej w 1990 r. tylko 53 proc. W czasie okupacji sowieckiej przywieziono dużo osób innych narodowości. Po niej byli tacy, którzy udali się do Rosji lub w inne miejsca, dużo rosyjskich wojskowych wyjechało. Prawdziwym wyzwaniem było stworzenie polityki integracyjnej dla osób, które chciały pozostać na Łotwie. Bo dla nich Łotwa nie była ojczyzną. Po prostu zostali przywiezieni lub przyjechali. Bardzo zdecydowane stanowisko zajęliśmy w sprawie nauczania języka łotewskiego - aby zdać egzamin naturalizacyjny, trzeba znać język łotewski. System szkolny jest w języku łotewskim z elementami nauczania w językach mniejszości. Mamy też trzy polskie szkoły. Na Łotwie jest silna mniejszość polska. W przypadku tych, których pierwszym językiem był rosyjski, wyzwanie miało charakter pokoleniowy, łotewski system szkolny mógł objąć dopiero dzieci. Niezwykle ważne są wartości i lojalność wobec państwa łotewskiego i zapewnienie, że nie będzie rosyjskiej propagandy. Mieliśmy bardzo liberalną politykę dotyczącą nadawania w telewizji i radiu, co wykorzystywały rosyjskie kanały propagandowe. Należało je zamknąć, po to, by przestrzeń informacyjna była proeuropejska.

Jaka część społeczności rosyjskiej może nie być lojalna, może zerkać w kierunku Kremla?

Nie jestem w stanie tego powiedzieć. Służby bezpieczeństwa obserwują, co się dzieje, czy tworzą się jakieś niebezpieczne grupy, czy istnieją elementy antypaństwowe - nie antyrządowe, ale antypaństwowe, antyłotewskie, antykonstytucjne. Zdecydowanie nie jest tak, że wszyscy rosyjskojęzyczni są nielojalni. W parlamencie, w instytucjach i służbach państwowych mamy osoby o różnym pochodzeniu etnicznym.

Jakie jest ryzyko, że Kreml wykorzysta niezadowolonych rosyjskich Łotyszy?

Nie wiem, jak określić ryzyko. Od siły państwa i rządu oraz od odpowiedzialności naszych służb bezpieczeństwa, zależy, czy jeśli pojawią się niebezpieczne elementy, to zostaną namierzone. Wciąż słychać, że służby kogoś namierzyły.

Robimy szczegółowe badania na temat postaw ludzi i prawda jest taka, że wśród rosyjskojęzycznych podejście do rosyjskiej wojny na Ukrainie jest inne, niż wśród osób posługujących się językiem łotewskim. Nie jest całkowicie odmienne, ale widać różnicę ilościową, także w sprawie poparcia Putina czy stosunku do NATO.

Czyli na razie wszystko jest pod kontrolą łotewskich służb?

Całkowicie. Nie chodzi tylko o służby, ale i społeczeństwo. Ludzie chcą żyć szczęśliwie, a nie dać się przejąć Putinowi.

Fragment wywiadu, który w całości ukaże się w poniedziałkowej „Rzeczpospolitej” oraz na rp.pl

Baiba Braže

Jest od dwóch miesięcy ministrem spraw zagranicznych Łotwy, reprezentuje centroprawicową partię Nowa Jedność (należy do Europejskiej Partii Ludowej), od 2020 do 2023 r. pracowała w centrali NATO jako NATO Assistant Secretary General — to po sekretarzu generalnym i jego zastępcy najwyższe stanowisko w cywilnych strukturach Sojuszu.

Rządy łotewskie nigdy nie chciały mieć w swoim składzie partii mniejszości rosyjskiej, choć zdobywała w przeszłości dużo mandatów, około jednej czwartej. Czyli to, co inni nazywają skrajną prawicą, jest dla was lepsze od partii rosyjskiej, choć ona należy do mainstreamowej europejskiej partii socjalistów?

Mam pan zapewne na myśli Partię Zgoda. Miała nawet mera Rygi, Nilsa Ušakovsa, ale musiał ustąpić ze względu na skandale korupcyjne. W ostatnich wyborach do parlamentu łotewskiego (w 2022 roku), poniosła klęskę. Rozpadła się. Ale Ušakovs pozostał jako marka i teraz zdobył mandat do PE. On nazywa się socjaldemokratą. Dla obywateli bardzo ważne jest to, że Ušakovs miał problemy ze stwierdzeniem, że Łotwa była krajem okupowanym od 1940 do 1990 roku, zajęło mu sporo czasu, aż uznał, że faktycznie była to okupacja sowiecka. Także wypowiedzi tego środowiska na temat wojny Rosji przeciw Ukrainie nie były tak jednoznaczne, jak ludzie by chcieli usłyszeć, że to agresja i pogwałcenie wszystkich podstawowych praw międzynarodowych. Są inne partie rosyjskie, np. Rosyjski Związek Łotwy, który miał posłankę w poprzednim PE Tatjanę Ždanokę, wobec której toczy się śledztwo w sprawie działalności w roli agenta wpływu Rosji.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Dyplomacja
Radosław Sikorski: Obrona szpitali onkologicznych dla dzieci nie oznacza eskalacji
Dyplomacja
Polski apel do państw UE. W tle współpraca z USA przeciwko dezinformacji Kremla
Dyplomacja
Król Karol III napisał list do Donalda Trumpa. Treści nie ujawniono
Dyplomacja
Joe Biden nazwał Wołodymyra Zełenskiego "Putinem". Jest reakcja Kremla
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Dyplomacja
Korea Południowa oburzona, że Japonia uważa jej kawałek za swój