- Nie ma pomysłu, by odrzucić neutralność lub dołączyć do NATO. Nie chcemy stwarzać dla nikogo zagrożenia. Chcemy pokoju - powiedziała Sandu.

Jednocześnie prezydent Mołdawii wskazała, że istnieje potrzeba wzmocnienia bezpieczeństwa i utrzymania stabilności kraju.

- Gdyby, Boże uchowaj, wybuchła wojna, nie bylibyśmy w stanie reformować wymiaru sprawiedliwości, poprawiać klimatu dla biznesu. Dlatego potrzebujemy pokoju i ciszy - przekonywała Sandu, która 24 grudnia wyraziła obawy w związku z napięciami w relacjach Ukrainy z Rosją.

Czytaj więcej

Mołdawia. Zwycięstwo proeuropejskich populistów

Sandu mówiła jednocześnie, że chciałby, aby jej kraj dołączył do UE. - Uważam, że akcesja Mołdawii do Unii Europejskiej jest realna. Wiele zależy od nas - stwierdziła.

Prezydent Mołdawii przyznała jednocześnie, że obranie proeuropejskiego kursu mogłoby doprowadzić do pogorszenia się relacji Kiszyniowa z Moskwą.

Są przykłady państw UE, które utrzymują dobre relacje z Rosją

Maia Sandu, prezydent Mołdawii

- Ale my szanujemy prawo wyboru innych krajów i chcemy, aby nasze wybory też były szanowane. To, że będziemy zmierzać w stronę UE, nie oznacza, że nie możemy mieć konstruktywnych i pragmatycznych relacji z Rosją. Są przykłady państw UE, które utrzymują dobre relacje z Rosją - stwierdziła.

Sondaże wskazują, że 60 proc. mieszkańców Mołdawii sprzeciwia się akcesji kraju do NATO. Od 2016 roku w Kiszyniowie istnieje biuro łącznikowe NATO. Od 2006 roku Mołdawia współpracuje z NATO w ramach Indywidualnego Planu na rzecz Partnerstwa.