Cytowany urzędnik nie chciał mówić o konkretnych "wyzwaniach, jakie prezydent Biden przedstawi Putinowi". Jednak podkreślił, że administracja USA nie chce sytuacji, w której skupiałaby się na "bezpośrednim użyciu siły" jako alternatywie dla "zapewnieniu wsparcia militarnego Ukrainie, silnych, gospodarczych środków odwetowych i znacznego wzrostu zdolności obronnych członków NATO, który miałby zapewnić im bezpieczeństwo".

Również sekretarz prasowa Białego Domu, Jen Psaki, mówiła, że bezpośrednie zaangażowanie militarne USA w konflikt na Ukrainie "nie jest pierwszym celem" administracji USA.

Psaki mówiła przy tym, że po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku (aktu tego nie uznała społeczność międzynarodowa) i wybuchu konfliktu między ukraińską armią a prorosyjskimi separatystami na wschodniej Ukrainie, "państwa wschodniej flanki - z których wiele należy do NATO - szukały dodatkowej gwarancji (bezpieczeństwa) ze strony USA". - To był rezultat wydarzeń z 2014 roku. Nie jestem pewna, czy to jest to, czego chce Rosja. Ale byłoby to naturalną konsekwencją sytuacji, w której zrobiliby kolejny krok - dodała.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Wojna, która pogrąży Putina

Biden ma rozmawiać z Putinem o rosnącym napięciu wokół Ukrainy. Od kilkunastu dni USA, NATO i Ukraina alarmują, że Rosja gromadzi znaczne siły w pobliżu granic swojego sąsiada, co może być zapowiedzią agresji militarnej. Rosja konsekwentnie zaprzecza, jakoby zamierzała zaatakować Ukrainę, a odpowiedzialnością za wzrost napięcia w regionie obarcza Waszyngton i Kijów.

Przedstawiciel administracji USA, którego cytuje "Newsweek" podkreślił, że "USA stale wyrażają wsparcie dla zasady, iż każde państwo ma prawo do suwerennych decyzji w zakresie własnego bezpieczeństwa".

USA "nie mają jasnych dowodów na to, że prezydent Putin wydał rozkaz" dotyczący inwazji na Ukrainę

Jednocześnie jednak zaznaczył, że administracja Joe Bidena "popiera rozmowy między NATO i Rosją", które mają dotyczyć obaw wyrażanych przez obie strony w związku z aktywnością strony przeciwnej.

Rozmówca "Newsweeka" podkreślił też, że mimo informacji amerykańskiego wywiadu, przekazanych europejskim sojusznikom, z których wynika, że Rosja może czynić przygotowania do zgromadzenia przy granicy z Ukrainą nawet 175 tysięcy żołnierzy, USA "nie mają jasnych dowodów na to, że prezydent Putin wydał rozkaz" dotyczący inwazji na Ukrainę.

- Chodzi bardziej o planowanie, intencje i ruchy (wojsk), które obserwujemy - wyjaśnił dodając, że te działania wydają się "spójne" z planami "eskalacji militarnej na Ukrainie".