W trakcie rozmów w Teheranie szefa Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA) Rafaela Grossiego zawarte zostało nieomal w ostatniej chwili porozumienie otwierające drogę do wznowienia przez agencję monitorowania irańskich instalacji jądrowych.

We wspólnym komunikacie mowa jest o zainstalowaniu przez inspektorów MAEA nowych kart pamięci na kamerach w irańskich zakładach, jednak bez możliwości odczytu ich treści. Na razie. Stare karty mają zostać w Iranie odpowiednio zabezpieczone „podwójną pieczęcią" przez agencję oraz władze w Teheranie.

Wkrótce w Wiedniu

Takie rozwiązanie nie pozwala na ocenę stanu irańskiego programu jądrowego, który mocno przyśpieszył w następstwie wycofania się USA z międzynarodowego porozumienia atomowego (JCPOA) trzy lata temu. Zawarte w 2015 roku miało na celu uniemożliwienie konstrukcji przez Iran broni atomowej.

W zamian za stopniowe znoszenie wcześniej nałożonych sankcji Teheran zobowiązał się do zaprzestania wzbogacania uranu do celów militarnych.

Było też kilka innych warunków, a ich przestrzeganie mieli regularnie kontrolować eksperci MAEA. Czynili to przez lata, jednak po wycofaniu się USA z JCPOA Iran ograniczał dostęp do swoich instalacji. W lutym parlament w Teheranie podjął decyzję nakazującą rządowi prezydenta Hasana Rouhaniego uniemożliwienie wszelkich kontroli irańskich instalacji.

Wraz z wyborem w czerwcu konserwatywnego prezydenta Ebrahima Raisiego zamarły wszelkie kontakty Teheranu ze światem zewnętrznym w sprawie odnowienia porozumienia atomowego. Zawieszone zostały też rozmowy w Wiedniu z udziałem Rosji, Chin, Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec będącymi sygnatariuszami porozumienia atomowego z 2015 roku, obok Stanów Zjednoczonych.

USA mają obecnie w Wiedniu status obserwatora, dając do zrozumienia, że administracja Joe Bidena jest zainteresowana rewitalizacją JCPOA. Rozmowy w Wiedniu mają zostać jednak wkrótce wznowione.

Lepsza atmosfera

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

– Zgoda na instalację nowych kart w kamerach umieszczonych w instalacjach jądrowych pełni rolę przetargową i poprawia nieco atmosferę, co jednak nie przesądza o wyniku negocjacji – mówi „Rzeczpospolitej" Richard Dalton, były brytyjski ambasador w Iranie. Jego zdaniem zarówno prezydent Raisi, jak i ajatollah Ali Chamenei, najwyższy przywódca Islamskiej Republiki Iranu, są też zwolennikami ograniczonych rozmów z USA.

Warunkiem powrotu do porozumienia z 2015 roku jest jednak uprzednie cofnięcie amerykańskich sankcji oraz uzyskanie gwarancji, że administracja Bidena nie powtórzy w przyszłości manewru administracji Trumpa i nie wycofa się z JCPOA, uzupełniając go jednostronnie o nowe warunki dotyczące ograniczenia irańskiego programu rakietowego oraz zmniejszenia zaangażowania Teheranu w regionie, a więc wsparcia Hezbollahu w Libanie, szyickiej milicji w Iraku czy rebeliantów Huti w Jemenie.

– Stanowisko Teheranu jest tu konsekwentne i nie zmienia się po wyraźnym osłabieniu pozycji USA po Afganistanie. Irańscy liderzy nie czują też presji pogarszającej się dramatycznie sytuacji gospodarczej w kraju – tłumaczy Dalton. Takie stanowisko nie wróży rychłego sukcesu wiedeńskim negocjacjom. Tym bardziej że Waszyngton ostrzega przed grą na czas.

Nie wiadomo, jakim potencjałem nuklearnym dysponuje obecnie Iran

Główna niewiadoma

Sytuację komplikuje fakt, że nie wiadomo, jakim potencjałem nuklearnym dysponuje obecnie Iran. W zgodnej ocenie ekspertów jest już w stanie w niedługim czasie, najwyżej kilku miesięcy, wzbogać uran do poziomu 90 proc., co jest warunkiem produkcji ładunku nuklearnego.

Iran nie czynił żadnej tajemnicy, że od pewnego czasu używa wirówek pozwalających na wzbogacenie uranu do 60 proc. Jednak zgodnie z porozumieniem z 2015 roku wzbogacanie to nie powinno być wyższe od 3,67 proc. i mogło być dokonywane jedynie w jednej z instalacji.