Goliszewski kontra Michnik, dlaczego paragraf 212

Jeśli prezes BCC wytacza dziennikarzom „Gazety Wyborczej" proces karny, a nie cywilny, to publikacje gazety musiały dotknąć go do żywego, i chce dotkliwej sankcji — to zgodna opinia prawników.

Aktualizacja: 01.07.2015 13:18 Publikacja: 01.07.2015 13:13

Goliszewski kontra Michnik, dlaczego paragraf 212

Foto: www.sxc.hu

Tym bardziej, że nie tylko środowisko dziennikarskie od lat walczy aby nie było sankcji karnych za słowa, taki jest też trend europejski.

O doktoracie Marka Goliszewskiego, prezesa Business Center Club, stało się głośno dwa lata temu, kiedy zarzucono mu publicznie plagiat i niski poziom pracy, o czym szeroko pisała „Gazeta Wyborcza”. Goliszewski pracę obronił na Uniwersytecie Warszawskim, ale rada Wydziału Zarządzania odmówiła przyznania mu tytułu o co nadal się stara.Teraz ogłosił, że oskarża o zniesławienie (na podstawie art. 212 kodeksu karnego), dziennikarzy „GW” Jacka Żakowskiego, Agnieszkę Kublik i Adama Michnika.

- Zawsze broniłem prawa dziennikarzy do krytyki, nie można jednak mówić o wykonywaniu mandatu społecznego przez redaktorów, którzy rozgłaszają nieprawdziwe i godzące w dobre imię zarzuty. Żakowski i Kublik, oskarżyli mnie de facto o przekupstwo i niską jakość rozprawy, oraz plagiat, mimo, że praca była poddana testom antyplagiatowym - pisze Goliszewski. Wina red. Michnika polegać miała na tym, że nie dopilnował tekstów, że „zezwolił na wypływ nienawiści". Najciekawsze jest to, dlaczego Goliszewski występuje nie z procesem cywilnym o ochronę dobrego imienia, ale na ścieżkę karną, z osławionym art. 212. Co to może znaczy, pytamy praktyków sądowych.

- W procesie cywilnym powód musi wykazać jedynie fakt naruszenia dóbr osobistych, co czyni przez załączenie inkryminowanych artykułów, i opisanie w jaki sposób naruszają jego dobra - wskazuje adwokat Krzysztof Czyżewski. - Naruszyciel musi zaś wykazać, że jego działanie nie było bezprawne, że kierował się np. interesem społecznym.

Potwierdza to adwokat Jerzy Naumann: - W sprawie o ochronę dóbr osobistych sytuacja powoda jest komfortowa, bo to pozwani dziennikarze muszą wykazać, że napisali prawdę. W procesie karnym jest dokładnie odwrotnie: to oskarżyciel prowadzi dowody, czym dąży do przekonania sędziego, że zaszło przestępstwo umyślnego opublikowania wiadomości nieprawdziwych.

- Na początku sprawy można tylko powiedzieć, że oskarżyciel ma pod górę i to wcale nie dlatego, że stawia w oskarżenie bardzo znanych dziennikarzy (choć też i z tej przyczyny), ale z powodów najlepiej znanych samemu autorowi spalonej dysertacji doktorskiej - dodaje mec. Naumann.

Zdaniem adwokata Zbigniewa Krügera z Poznania, ważnym argumentem za wyborem procesu karnego jest zapobieganie wtórnego pokrzywdzenia (wiktymizacji). Proces o ochronę dóbr osobistych toczy się co do zasady jawnie, a trwając długo daje okazję do przypominania tez spornych publikacji. W przypadku postępowania karnego z art. 212 k.k., proces toczy się z wyłączeniem jawności, a pokrzywdzony może woleć, by sprawa biegła po cichu i z dala od fleszy. W odbiorze społecznym może jeszcze pokutować pogląd, że skazujący za zniesławienie wyrok sądu karnego realizuje poczucie sprawiedliwości, piętnuje i stygmatyzuje sprawcę, ma wymiar symboliczny - dodaje mec. Krüger. - Abstrahując od słuszności takiej tezy uważam, że właśnie ten wymiar symboliczny przemawia za rezygnacją z tego środka. Nie można pozwolić, aby za słowo, groziła odpowiedzialność karna. Nawet 20 lat po upadku komunizmu, stosowanie takich sankcji budzi złe skojarzenia.

Zawody prawnicze
Korneluk uchyla polecenie Święczkowskiego ws. owoców zatrutego drzewa
Zdrowie
Mec. Daniłowicz: Zły stan zdrowia myśliwych nie jest przyczyną wypadków na polowaniach
Nieruchomości
Odszkodowanie dla Agnes Trawny za ziemię na Mazurach. Będzie apelacja
Sądy i trybunały
Wymiana prezesów sądów na Śląsku i w Zagłębiu. Nie wszędzie Bodnar dostał zgodę
Sądy i trybunały
Rośnie lawina skarg kasacyjnych do Naczelnego Sądu Administracyjnego