Jak grzyby po deszczu wyrastają kliniki oferujące badanie żywej kropli krwi. Warto je wykonać?
Justyna Marynowska, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych: Badanie żywej kropli krwi to naciąganie ludzi na wydatek kilkuset złotych. Nie ma ono potwierdzenia w metodach badawczych. Krew badana jest w ciągu 20-40 minut od nakłucia, co przeczy jakimkolwiek prawom natury, bo u zdrowego człowieka prawidłowy czas krzepnięcia krwi waha się między 6 a 12 minutami. Jeżeli taka krew nie krzepnie przez 40 minut, oznacza to, że mamy do czynienia z ogromną skazą krwotoczną, zagrażającą życiu. W dodatku, według obowiązujących ustaw i regulacji prawnych osoby, które takie badania wykonują, nie są uprawnione do wykonywania czynności diagnostyki laboratoryjnej i do przerywania ciągłości tkanek, nawet do nakłuwania palca.
Dlaczego więc takie badania wykonują?
Takie praktyki istnieją, bo brakuje nadzoru nad wykonywaniem jakichkolwiek czynności diagnostycznych, szczególnie diagnostyki laboratoryjnej. Nie ma organu, który w takiej sytuacji mógłby podjąć interwencję.
Z takiego badania ci pseudospecjaliści...
...oszuści.
...oszuści odczytują obecność jaj pasożytów, toksyn, bakterii i twierdzą, że właśnie one są przyczyną zaburzeń snu czy wypadania włosów.
To bujda, bo wszystkie morfotyczne składniki krwi, oprócz krwinek, widzimy pod mikroskopem w odpowiednim zabarwieniu i preparatyce, a pasożyty, z wyjątkiem malarii, która przebywa w krwinkach czerwonych, swój cykl rozwojowy mają w układzie pokarmowym. Ich pełna diagnostyka odbywa się za pomocą próbki kału i dopiero tam możemy obserwować poszczególne fazy rozwojowe pasożyta lub jego postać dorosłą. Są pasożyty żyjące w wątrobie lub jelitach, ale, po pierwsze, dają one zupełnie inne objawy kliniczne, a po drugie nie występują na terenie Polski. Jeśli więc ktoś dużo podróżuje i miał nieszczęście zarazić się takim pasożytem, będzie miał objawy kliniczne w postaci bardzo wysokiej gorączki prowadzącej do utraty przytomności i taka osoba nie byłaby nawet w stanie pójść na takie badanie.
Rodzice dzieci z zaburzeniami rozwoju, takimi jak autyzm, słyszą często np. od pań w przedszkolu, że warto by było zrobić badanie na obecność grzybów candida.
Jeżeli chodzi o badanie w kierunku kandydozy, to proszę pamiętać, że candida albicans naturalnie występuje w organizmie człowieka, bo jesteśmy jej nosicielami. Występują w jamie ustnej, jelitach, drogach rodnych i odbycie. Zresztą, otaczają nas wszędzie – na dłoniach czy pożywieniu. W momencie spadku odporności, u pacjentów z chorobą nowotworową czy zespołem związanym z obniżeniem odporności w wyniku choroby AIDS, te grzyby się namnażają i dają dolegliwości. Istnieją jednak bardzo proste badania, które potwierdzają obecność tych grzybów w organizmie zgodnie z evidence based medicine (medycyną opartą na dowodach naukowych), jak choćby przegląd jamy ustnej z wymazem czy posiew kału w laboratorium mikrobiologicznym zarejestrowanym w ewidencji Krajowej Izby Diagnostów Laboratoryjnych (KIDL), czy choćby kolonoskopia, po której widzimy, czy w jelicie są grzybnie. U zdrowego człowieka coś takiego nie występuje.
Czy to znaczy, że wszelkie laboratoria „alternatywne", „naturalne", nie są wiarygodnym miejscem badań diagnostycznych?
Zacznijmy od tego, że są nielegalne. Jeżeli z nich korzystamy, to po pierwsze sami łamiemy prawo, a po drugie pozwalamy się oszukać. Ja wiem, że słowo „laboratorium" weszło dziś do powszechnego języka i nawet salony fryzjerskie potrafią nazywać się „laboratorium fryzur". Takie „naturalne laboratoria" to jednak centra oszukiwania ludzi, którzy szukają pomocy z powodu dolegliwości, których do końca nie rozumieją. Czasami bezskutecznie szukają pomocy u różnych specjalistów, odbijając się od ściany do ściany. Jednocześnie, pod wpływem stresu i pędu pojawia się wiele chorób indukowanych psychosomatycznych, które potwierdzone by zostały badaniami laboratoryjnymi czy obrazowymi. Popyt na badania będzie duży, ale trzeba zachować zdrowy rozsądek i wykonywać je w laboratoriach zarejestrowanych przez KIDL.