Prof. Bieńkowska-Szewczyk tłumaczyła, że w przypadku szczepionki AstraZeneca i Uniwersytetu Oksfordzkiego informację o białku kolca koronawirusa, która ma wywołać pożądaną reakcję naszego układu odpornościowego, wywołuje inny wirus - adenowirus. 

- To inny sposób wprowadzenia tej informacji, ale informacja jest ta sama (jak w przypadku szczepionki Moderny czy Pfizera/BioNTech) - zaznaczyła.

Mówiąc o adenowirusie zastosowanym w szczepionce AstraZeneca wirusolog stwierdziła, że jest on "dobrym nośnikiem informacji genetycznej". - Dlatego używany jest np. w szczepionkach przeciwko wirusowi Ebola - dodała.

- Problem z adenowirusem jest taki, że skoro nasz organizm miał z nim już wcześniej kontakt (adenowirusy wywołują np. przeziębienie - red.) może się zdarzyć, że pozna go i szybko wyeliminuje - tłumaczyła prof. Bieńkowska-Szewczyk.

Jak dodała w związku z tym adenowirusy używane w szczepionkach są modyfikowane.

W kontekście skuteczności szczepionki AstraZeneca u osób starszych, prof. Bieńkowska-Szewczyk przekonywała, że "jest przekonana, iż działa równie skutecznie" w tej grupie wiekowej.

- To że nie zaleca się jej podawania osobom powyżej 60. roku życia wynika z tego, że nie dochowano standardów przy testowaniu tej szczepionki w tej grupie wiekowej (liczba uczestników testów należących do tej grupy wiekowej była zbyt mała - red.). Wszyscy się bardzo spieszyli - mówiła.

Wirusolog zwróciła też uwagę, że również szczepionka Sputnik V, która - w czasie testów, których wyniki opisał magazyn "Lancet", wykazała się ponad 91-procentową skutecznością, opiera się na dwóch adenowirusach.