W sprawie interweniował rzecznik praw obywatelskich, prosząc GIOŚ o wyjaśnienia, a prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych o zbadanie sprawy. RPO podkreśla, że opiera się na doniesieniach medialnych, które wymagają potwierdzenia. Zgodnie z nimi ujawnione miały zostać imiona i nazwiska, numery telefonów i adresy mailowe, a nawet zamieszkania osób, które zgłaszały nieprawidłowości i problemy związane ze skażeniem Odry. Robiły to przez specjalny formularz kontaktowy. Jednak Departament Zwalczania Przestępczości Środowiskowej przesłał te zgłoszenia (mailowo), zgodnie z właściwością, do Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska we Wrocławiu oraz.... do wiadomości każdego ze zgłaszających. Oznacza to, że każdy z nich otrzymał dane osobowe pozostałych oraz treść zgłoszenia z nazwami konkretnych firm, wobec których są podejrzenia o zanieczyszczenie rzeki. A skoro dane te zostały anonimowo przekazane lokalnemu portalowi Lwówecki.info (który opisał sprawę, anonimizując dane), to mogły one także trafić m.in. do wspomnianych firm. Te zaś mogą próbować mścić się na sygnalistach lub bliskich im osobach. Jak zwraca uwagę RPO, „powyższe doniesienia, o ile zostaną potwierdzone, godzą nie tylko w konstytucyjną ochronę prywatności, ale także mogą poważnie zagrażać bezpieczeństwu osób zgłaszających nieprawidłowości związane ze sposobem eksploatacji rzeki”. Rzecznik prosi o potraktowanie sprawy priorytetowo przez GIOŚ. Zgłosił ją też do UODO. Sprawa dotyczy co najmniej dziesięciu osób, ale może być ich więcej.

– Jest to naruszenie ochrony danych osobowych, a konkretnie naruszenie poufności danych – ocenia dr Paweł Litwiński, adwokat specjalizujący się w prawie nowych technologii. – Te dane zostały ujawnione osobom, którym ujawnione nie powinny zostać – dodaje.

I wyjaśnia, że GIOŚ musi przeanalizować, jakie jest ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych, których dane wyciekły. Jeżeli jest „większe niż małe”, musi zgłosić sprawę do UODO (72 godziny od stwierdzenia naruszenia). Jeżeli natomiast ryzyko naruszenia praw lub wolności osób fizycznych jest wysokie, należy poinformować także ofiary naruszenia.

– Nie można natomiast mówić o naruszeniu przepisów o ochronie sygnalistów, bo tych przepisów ciągle nie ma, a dyrektywa co do zasady nie wywiera bezpośrednich skutków – tłumaczy Paweł Litwiński. – Co prawda są głosy, że ta dyrektywa w relacji pionowej (między obywatelem a państwem), mogłaby znaleźć bezpośrednie zastosowanie – ale to głosy odosobnione.

To nie pierwsze wystąpienie RPO do GIOŚ związane ze skażeniem Odry. Tydzień temu RPO zwrócił się do tej instytucji o informacje dotyczące prowadzonych i planowanych czynności wyjaśniających w sprawie i ich efektach. Wyraził przy tym wątpliwość, czy władze publiczne, które po kilku tygodniach nie ustaliły bezpośredniej przyczyny skażenia rzeki i podmiotów za to odpowiedzialnych, wywiązują się z konstytucyjnego obowiązku ochrony zdrowia ludzi, środowiska i zapobiegania negatywnym dla zdrowia skutkom jego degradacji.

Czytaj więcej

Skażenie Odry: wędkarze i turyści nie powinni spieszyć się z pozwami