Dzisiejsze dane GUS potwierdziły wcześniejsze szacunki resortu rodziny, iż stopa bezrobocia rejestrowanego w czerwcu wyniosła 4,9 proc. To o 0,2 pkt. proc. mniej niż w maju i o 1,1 pkt. proc. mniej niż rok temu.

To także niższy poziom niż przed pandemią i w ogóle rekordowo niski, ostatnio takie odczyty widziano ponad 30 lat temu, w 1990 r. (choć był to początek transformacji, potem bezrobocie zaczęło gwałtownie rosnąć). Z kolei liczba osób zarejestrowanych w urzędach pracy spadła w czerwcu tego roku do 818 tys., co też jest najniższym poziomem od trzech dekad.

Takie dane pokazują, że polski rynek pracy jest w wyjątkowej sytuacji. – Przez swoją odporność na obecne kryzysy, prawdopodobnie jako ostatni doświadczy nadchodzącego spowolnienia gospodarczego – podkreśla w komentarzu Mariusz Zielonka, ekspert ekonomiczny Konfederacji Lewiatan.

Czytaj więcej

Fitch: polska gospodarka ma "wysoką odporność na szoki zewnętrzne"

Co więcej, zdaniem Zielonki także w kolejnych miesiącach powinniśmy obserwować spadek stopy bezrobocia o 0,1 do 0,2 pkt proc., a na koniec roku może ona wynosić nawet 4,3-4,5 proc.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że stopa bezrobocia jest jednym z wielu wskaźników dla kondycji rynku pracy. – Inne elementy sugerują, że dochodzimy do pewnych granic, które ciężko będzie przekroczyć. Kończą się możliwości dalszego zwiększania zatrudnienia, szczególnie w regionach silnie zurbanizowanych. Coraz mniej pojawia się ofert pracy, jednocześnie badania ankietowe przedsiębiorców sugerują, że ci coraz rzadziej myślą o dodatkowym zatrudnieniu, czując na barkach ciężar nadchodzących miesięcy – zaznacza Zielonka.

Według danych GUS, liczba ofert pracy zgłoszonych w czerwcu wyniosła 96,2 tys., podczas gdy w czerwcu 2021 r. było to niemal 118 tys.