Jak podał w poniedziałek GUS, indeks cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w lutym o 2,4 proc. rok do roku. Był to dopiero drugi miesiąc od maja 2019 r. z inflacją poniżej celu Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc.). Poprzednim był grudzień 2020 r.
Ankietowani przez „Rzeczpospolitą” ekonomiści przeciętnie szacowali, że CPI w lutym wzrósł o 2,5 proc. rok do roku. Za punkt wyjścia przyjmowali jednak styczniową zwyżkę tego wskaźnika o 2,7 proc. Tymczasem GUS w poniedziałek podał, że inflacja w styczniu wynosiła 2,6 proc.
Rewizja styczniowego odczytu inflacji wiązała się z doroczną aktualizacją składu CPI, którą GUS ogłasza właśnie w marcu. Skład CPI ma odzwierciedlać strukturę wydatków statystycznego gospodarstwa domowego z poprzedniego roku. A w 2020 r., ze względu na pandemię, zmiany wzorców konsumpcyjnych były wyjątkowo duże.
Szczególnie mocno, z 25,2 do 27,8 proc., zwiększył się udział w CPI żywności i napojów bezalkoholowych. Z kolei najbardziej zmalał udział wydatków na transport (w tym paliwa) oraz na restauracje i hotele.
Te zmiany w lutym przyczyniły się do wyhamowania inflacji. Żywność i napoje bezalkoholowe – które stanowią większą niż wcześniej część koszyka inflacyjnego – w lutym podrożały o zaledwie 0,6 proc. rok do roku, po 0,8 proc. w styczniu. Przy tym ceny żywności wzrosły o zaledwie 0,1 proc., po 0,5 proc. w styczniu. Z kolei paliwa do prywatnych środków transportu – których udział w koszyku inflacyjnym zmalał – tanieją coraz wolniej. W lutym ich ceny zmalały o 3,7 proc. rok do roku, po zniżce o 7,4 proc. w styczniu.
Kołem zamachowym inflacji pozostają usługi. Ich ceny wzrosły w lutym o 7 proc. rok do roku, podczas gdy towary podrożały o zaledwie 1,1 proc. rok do roku.