Jak podał GUS, przeciętna płaca w firmach zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników wynosiła w czerwcu 3287,88 zł brutto (3276,94 zł bez nagród z zysku). Była więc o 65 zł, czyli o 2 proc., wyższa niż rok temu i o niespełna 3 proc. większa niż w maju. Jednak inflacja w ujęciu rocznym wyniosła w czerwcu

3,5 proc. – Po uwzględnieniu tempa wzrostu cen płace w przedsiębiorstwach zmniejszyły się realnie o 1,4 proc. w skali roku. Spadły po raz pierwszy od kwietnia 2005 r. – szacuje Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku SA.

Realna dynamika funduszu płac (sumy wynagrodzeń otrzymywanych przez zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw) zmniejszyła się w czerwcu o ponad 3 proc. w stosunku do tej sprzed roku.

O pogarszającej się sytuacji na rynku pracy świadczą też dane o zatrudnieniu. W ciągu miesiąca spadło ono o 0,2 proc., a w ciągu roku o 1 proc.

Oznacza to, że po pierwsze spadła presja płacowa, a po drugie firmy zwolniły osoby najgorzej zarabiające.

Powyższe dane dowodzą, że sytuacja finansowa firm wciąż się pogarsza. Przedsiębiorstwa borykające się od kilku miesięcy ze spadającymi zamówieniami i sprzedażą (w piątek GUS poda dane za czerwiec) starają się obniżyć jednostkowe koszty pracy.

Jak szacuje Borowski, nominalne tempo wzrostu jednostkowych kosztów pracy w przemyśle (tempo wzrostu płac skorygowane o tempo wzrostu wydajności pracy) wyniosło w czerwcu 1,1 proc. w skali roku wobec 6 proc. w II kw., a od lipca roczna dynamika jednostkowych kosztów pracy będzie ujemna.

Zdaniem ekonomisty przyczyni się to do złagodzenia skutków znaczącego obniżenia popytu oraz nieznacznej poprawy kondycji finansowej firm. Jeśli tak się stanie, to w kolejnych kwartałach możliwe jest zwiększenie wpływów z CIT.

Mniejszą presję płacową widać m.in. po stawkach oferowanych nowo zatrudnianym pracownikom. W pierwszym półroczu tego roku w niektórych branżach były one o 15 – 30 proc. niższe niż w tym samym okresie 2008 r. – wynika z danych agencji doradztwa personalnego Hays, która przeanalizowała wynagrodzenia przyjmowanych do pracy specjalistów i menedżerów w siedmiu branżach.

Z jej badania wynika, że najlepszą pozycję przetargową mają dziś pracownicy w IT i telekomunikacji, gdzie wzrosło i średnie, i maksymalne wynagrodzenie (lecz przy wysokich wymaganiach wobec doświadczenia i kwalifikacji kandydatów).

– O dobrych fachowców nadal jest trudno – ocenia Michał Szostkowski, dyrektor personalny produkującego oprogramowanie Tieto Polska. W swych centrach w Szczecinie i Wrocławiu firma chce do końca roku zatrudnić jeszcze ok. 60 inżynierów programistów. Według danych Hays średnie stawki brutto dla programistów wynoszą (zależnie od specjalizacji i regionu) 4,5 – 6 tys zł, a menedżerom projektów IT firmy proponują średnio 7 – 10 tys zł.

Pogorszenie koniunktury może się dać we znaki nowo przyjmowanym specjalistom i menedżerom w branży budowlanej, na rynku nieruchomości oraz w sprzedaży i marketingu. W budownictwie w ciągu roku stawki zmalały o ponad jedną piątą (kierownik budowy może liczyć średnio na 8 – 9 tys. zł).

W marketingu i sprzedaży stawki są o 10 – 20 proc. niższe niż przed rokiem. Przedstawiciele handlowi powinni się spodziewać średnio 3,5 – 4,3 tys. zł (bez prowizji), a zarobki specjalistów ds. marketingu wynoszą dziś średnio 4,5 – 5 tys. zł.

W mniejszym stopniu kryzys dotknął płace w sektorze finansowym i księgowości. Średnie oferowane tam wynagrodzenia spadły minimalnie (głównie wskutek mniejszych oczekiwań kandydatów).

Na jeden z najwyższych poziomów płac nadal mogą też liczyć chętni do pracy w farmacji. – Mimo spowolnienia kandydaci w tej branży nie obniżają swoich wymagań finansowych – podkreśla Katarzyna Kowalczyk, rzecznik Hays Poland.